POLUB NAS :)

facebook.jpg

info kontakt

Kontakt z biurem Gminy

tylko drogą mailową

Fundacja Synagoga Nowa

PIC 913955244
2016-04-04_101608.jpg

JUDAICA

magen_1.jpg

KOL POLIN

Stanislaw i Stanley  Email
Uroczystości nadania medalu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata mają na ogól bardzo oficjalny charakter. Duża sala w filharmonii lub w innym oficjalnym miejscu. Goście, młodzież izraelska i polska, ambasador Izraela, rabin, przedstawiciele społeczności żydowskiej. Wszystko to po to, by uhonorować tych, którzy w strasznych czasach Zagłady mieli odwagę ryzykować własnym życiem by ocalić inne- żydowskie. Czasami zapraszane bywają media, dziennikarze, aby opowiedzieć o tym bohaterstwie. O tym, że można było być człowiekiem, w czasach kiedy tak wielu ludzi zachowywało się gorzej od zwierząt.
Historie ukrywających i ukrywanych wydają się być do siebie podobne. Jakieś dziecko, jakaś rodzina, młoda kobieta czy mężczyzna, rzadziej osoba w podeszłym wieku. Może dlatego, że ciężej im się było ukrywać, może woleli oddać miejsce i szansę przeżycia młodszym, może trudniej im było znaleźć kogoś kto gotów byłby zaoferować im pomoc i ryzykować życie by ocalić 80 letniego staruszka czy staruszkę?

Dziś, zarówno Ci którym udzielono schronienia i pomocy jak i ci którzy otworzyli drzwi swoich domów są w podobnym wieku. Różnią ich tylko przebyte choroby, piętno czasu wyryte na ich twarzach oraz siwizna na włosach.

Dwóch starszych mężczyzn próbuje ze sobą rozmawiać. Jednemu brakuje słów po polsku, szuka ich w zakamarkach pamięci, próbuje składać zdania z różnych form gramatycznych. Próbuje żartować, wspominać, opowiadać. Drugi nic nie mówi, kiwa czasami głową pokazuje na palcach, krztusi się. Zoperowanie gardło nie pozwala mu wypowiedzieć słowa. Syn i wnuczka mówią za niego. Odpowiadają na pytania, powtarzają historie kiedyś zasłyszane od ojca i dziadka jednocześnie otaczając go staranną opieką. W ich gestach widać troskę i miłość. Są jego głosem, ale go nie zastępują. Są przy nim, ale go nie zasłaniają.

Największy problem stwarza przejście przez drzwi Kto ma iść pierwszy? Kto kogo przepuści? Bohater jest jeden; ale też bohaterów jest dwóch. Oni w swojej skromności i z uwagi na wychowanie ustępują innym paniom, dziewczynom, powstaje chwila zawieszenia. Drzwi jest sporo,  więc przejście z jednego pomieszczenia do drugiego staje się zabiegiem czasochłonnym. 

Obaj, Stanley i Stanisław, 60 lat temu byli młodymi chłopcami, mieszkali nieopodal siebie. Być może się znali, być może się tylko widywali. Stanley mieszkał w miasteczku jego mama prowadziła sklep. Stanisław mieszkał na wsi, jego rodzice posiadali niewielkie gospodarstwo. Czasami przyjeżdżali do miasteczka na zakupy. To nie był ich świat. Gwar, tłok, obcy ludzie, często nieprzyjemni, różne języki, wrogie spojrzenia. Przyjeżdżali jako obcy, nie wiedzieli jak się poruszać, kto jest przyjacielem, a kto czyha by ich okraść czy oszukać. Miasto było niewielkie, gdzie mu tam się równać do Warszawy, czy choćby Białegostoku. Ale w porównaniu z ich wioską było ogromne. Mama Stanisława przywoziła rzeczy na targ. Sprzedawała to, co przynosiło niewielkie gospodarstwo, kupowała to, czego na wsi nie było. Odwiedzała różne sklepy, różne stragany. Stanisław wpatrzony był w tłum ludzi różnych od tych spotykanych na wsi. Odmiennie ubranych,  goniących za tajemniczymi sprawami, mówiących w odmienny sposób. Patrzył na swoich rówieśników, bawiących się przed sklepami, w których krzątali się ich rodzice. Na chłopców i dziewczynki układających towar na półkach, biegających po tym wielkim mieście za sprawami, których w żaden sposób nie mógł się domyśleć. Cześć nie zwracała na niego uwagi, część z lekką drwiną przyglądała  się, dając mu jeszcze bardziej odczuć, że nie jest stąd. Fascynował go ten świat, marzył by się w nim zagłębić by poznać jego sekrety, by zaprzyjaźnić się z jednym z tych chłopców, pozwolić mu się wprowadzić w te tłoczne ulice, dla niego tajemnicze dla nich powszechne. Bolała go ta obcość. Bolały go te spojrzenia. Bolała go bieda, z której tu przychodził. Bolało go, jak sprzedawcy traktowali jego matkę, jak ją oszukiwali, jak na nią krzyczeli, jak ją przeganiali. Chciał wracać do domu, tam gdzie wszystkich znał, gdzie wszyscy znali jego rodziców. Tam nie musiał się niczego bać,  nie czuł się tak obco jak tutaj. Chciał wrócić do swojej wsi, pól, łąk, lasów.

Rodzice Stanleya, wraz z jego dwoma wujami, uciekli z getta w ostatnim z momencie. Jeszcze dzień, może tydzień i trafiliby z innymi Żydami do transportu. Nie mieli planu. Nie wiedzieli dokąd iść, bo wszyscy, których znali zostali w getcie. Las, który jeszcze kilka lat temu jawił się jako najniebezpieczniejsze miejsce, teraz był jedyną nadzieją. Las był przerażający,  nikt do niego nie wchodzi. Ludzie boją tego nieznanego co może czaić się w środku. Stanley pamięta różne historie o zbójcach, bagnach, duchach, wiedźmach, czarownicach i innych straszydłach, które w lasie miały swoje siedziby i czatowały na zbłąkanych wędrowców. A w szczególności na dzieci. Teraz to właśnie las miał być jego „miastem”, a ziemianka wykopana przez ojca i wujów jego „domem”. Bał się lasu bardziej niż bał się Niemców. Wiedział, że płacz i narzekanie nic nie pomogą. Musiał stłumić swój strach i robić to co kazali rodzice. W lesie wszystkie drzewa  wyglądały tak samo, wszystkie górki i ścieżki były do siebie podobne. W miasteczku nawet po ciemku z zawiązanymi oczyma mógłby przejść z jednego końca na drugi, omijając wszystkie kałuże. Tu w lesie wystarczyło parę kroków- a nie wiedział gdzie jest. W miasteczku mógłby się zapytać o drogę. Żyd, Polak, Rosjanin, każdy jakoś wskazałby mu drogę. Tu nie było nikogo, a nawet jakby się pojawił to był większym niebezpieczeństwem niż największy las na świecie.

Stanisław mógł pamiętać Stanleya z miasteczka. Mógł mu się przyglądać jak pomaga matce w sklepie. Stanley mógł pamiętać Stanisława, jak przerażony chował się za matką robiącą zakupy. Stanisław mógł widzieć drwinę i pogardę jaką wzrokiem obrzucał go Stanley. Stanley mógł widzieć wrogość w oczach wystraszonego chłopca ze wsi. A może Stanley się uśmiechał tak jak uśmiecha się teraz, patrząc w oczy starego schorowanego człowieka? Może Stanisław odpowiedział na ten uśmiech tak, jak teraz z ciepłem patrzy na pochylającego się nad nim Stanleya?
Wspominają tylko matkę Stanleya, która była miła dla wieśniaczki z chłopcem, która przyszła zrobić zakupy. Może widząc jak niedużo pieniędzy posiada obniżyła cenę za towar? Może udzieliła kredytu? Może poczęstowała właśnie zaparzoną herbatą? A może dała chłopcu landrynkę?

Do spotkanego w lesie Stanleya, Stanisław przyprowadza swoją siostrę i matkę. Postanawiają zabrać całą rodzinę do siebie do domu i zbudować dla nich kryjówkę, w której będą mogli dotrwać do końca wojny, która w końcu się skończy. Ten „koniec” trwa 14 miesięcy. Ostatnie 6 jest najgorsze. Od wschodu zbliżają się Rosjanie, Niemcy są wściekli a sąsiedzi coraz bardziej wścibscy. Stanley praktycznie nie widzi słońca - choć właśnie przyszła wiosna. Wychodzi w nocy, by popatrzyć jak czerwienieje niebo na wschodzie. Im bardziej czerwone - tym bliżej jest front. Im bardziej czerwone - tym bliższe wyzwolenie. Kiedy przychodzą Rosjanie, jak zwierze wypuszczone z klatki puszcza się boso, biegiem przez ściernisko. Biegnie aż do opadnięcia z sił. Jeszcze w 1945 wyjeżdżają całą rodzina z Polski do Włoch. Tam umiera jego ojciec, w dwa lata później docierają do Kanady, gdzie mieszka rodzeństwo matki.

Stanisław zostaje w Polsce.

W 1997 razem z rodziną Stanley po raz pierwszy przyjeżdża do Polski i odwiedza Stanisława. Pokazuje swoim dzieciom miejsce gdzie był ukrywany. Przedstawia tego, dzięki komu ocalał. Od tamtego czasu wielokrotnie odwiedza swoją polską rodzinę. Pisują do siebie listy, życzenia z okazji świat i rodzinnych uroczystości.
Jeszcze za życia, matka Stanleya chciała odwdzięczyć się matce Stanisława. Ale jak można podziękować za ocalenie życia, jak dać wyraz wdzięczności za to poświęcenia, za narażenie życia, za ten chleb i to mleko którym przez tyle miesięcy się z nimi dzielili? Marzyła, aby o bohaterstwie tych ludzi dowiedział się cały świat, żeby jej dzieci i ich dzieci, przyjaciele i znajomi i wszyscy inni którzy poznali tych niezwykłych ludzi i mogli ich podziwiać za to co zrobili. Stanisława, który kiedyś nie bał się Niemców, był wstanie pokonać strach przed sąsiadami, aby ocalić sobie nieznaną rodzinę, a dziś boi się publicznie przyjąć swoją chwalę. To co dla jednych jest powodem do gloryfikacji, dla sąsiadów może okazać się stygmatem, przed którym jego rodziny nikt nie będzie wstanie uratować. Bał się tego 30 lat temu i boi się dzisiaj. W okolicznych miejscowościach ktoś maluje swastyki na opuszczonych synagogach, na starych kirkutach, na miejscach męczeństwa. To samo może spotkać drzwi jego domu, jego syna czy wnuczkę w szkole. Woli aby jego zasługi pozostały w cieniu, znane tylko rodzinie.

My tu jesteśmy jak jedna rodzina, mówi Stanley. Na stole domowe ciasta, upieczone parę godzin wcześniej przez panią domu, kawa, herbata. Wszyscy siedzą dookoła stołu jak podczas niedzielnego  czy sobotniego obiadu. Nie ma tu jednak jego biologicznej rodziny, została w dalekiej Kanadzie. Jest Stanisław z synem i wnuczką, gospodarz Zwi Raw-Ner Ambasador Izraela w Polsce wraz z żoną, Ambasador Kanady Daniel Costello, dwójka ze Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu, pani Aleksandra Kopestyńska i pan Marian Kalwary, pani Anna Stupnicka-Bando ze Stowarzyszenia Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, Ewa Opawska z Muzeum Historii Żydów Polskich i przedstawiciel Claims Conference w Polsce. Ta ceremonia różni się od jej podobnych. Niby oficjalna, bo w budynku ambasady Izraela, ale jakby prywatna. Jakby nie w sali konferencyjnej - tylko w salonie u państwa Raw-Nerów. „Skromna - tak jak skromny i cichy jest dzisiejszy bohater”- mówi Zwi Raw-ner, wręczając medal. „Wszystkie takie historie muszą zostać poznane, my i świat musimy się o nich dowiedzieć niezależnie ile czasu minęło”- dodaje. „Choć studiowałem filozofię i powinienem potrafić wytłumaczyć moim małym córkom to straszne okropieństwo, które miało miejsce w tym kraju, ale nie potrafię”- mówi ambasador Kanady - „tylko przez takie indywidualne historie jesteśmy wstanie zrozumieć to co się tu wydarzyło. Jestem szczęśliwy, że wśród tylu tragicznych i okrutnych historii, są też takie, które dobrze się kończą.”

„Ten medal jest przede wszystkim dla tych którzy już odeszli, dla mojej babci i mojej ciotki”- deklaruje syn pana Stanisława. „To one, jako dorosłe osoby, musiały o wszystko zadbać, wszystkim się zająć i wziąć na siebie odpowiedzialność za swoja decyzję. Dziękuję Stanleyowi, że przez tyle lat był z nami w kontakcie, że o nas nie zapomniał. Ja traktuję go jako Polaka, urodził się w miasteczku niedaleko nas, mówi po polsku, uważamy go za część naszej rodziny.”

Tomek Krakowski
 

ATTENTION !

About the visits to the grave of Akiva Eger please get in touch with Mrs. Estera by phone +48 726 100 199 Or via email gekafka@jewish.org.pl

Szabat - informacje

Kochani, spotkanie szabatowe odbędzie się w piątek 22.02.2019 o godz. 17:30.

W sobotę modlitwy w Synagodze odbywają się od godz. 9:30 do 11:00.

niebieski.jpg

Kliknij na obrazekxxii.jpg

Warsztaty w Gminie

taniec.jpg

15-activity Jewish community of Poznan

15c.jpg

15-lat naszej Gminy

tora.jpg

Codzienna Miszna

rapoport.jpg

Albumy PICASA

NASZE ALBUMY KLIKNIJ

IRENA SENDLER-KONCERT

sendler.jpg
erec.jpg
wikipardes.jpg

Koszerne produkty

kosher.jpg

 

mhzp_logo_new3755.jpg
fdzz.jpg

nissenbaum.jpg
wirtualny.jpg
tskz.jpg

Shavei Polska

shavei.jpg
fzplogo.jpg

Chabad

chabad.jpg
torun.jpg

Copyright © 2008 by www.poznan.jewish.org.pl