Widzący z Lublina - Jaakow Icchak ha-Lewi Horowic |
12.08.2011. | |
(1745, Józefów nad Wisłą - 15.08.1815, Lublin)
Jaakow Icchak ha-Lewi Horowic (hebr. יעקב יצחק הורוביץ), znany także jako
Lubliner, cadyk, jeden z duchowych przywódców ruchu
chasydzkiego zwany Ha-Choze mi-Lublin czyli Widzącym, Jasnowidzącym
z Lublina
Życie i działalność Jakuba
Icchaka Horowica w okresie przedlubelskim
Jakow Horowic urodził się w Jozefowie Bilgorajskim ,był synem
Elizera Horowica. Został zaręczony z córką krasnobrodzkiego szynkarza i
przymuszony przez ojca do ślubu. Zaraz po ceremonii zaślubin uciekł od żony i
gości, i wyruszył na wędrówkę po dworach chasydzkich (dwór chasydzki to
wspólnota, którą tworzą cadyk i jego uczniowie). Wiadomo, że przebywał na dworze
u Samuela Szmelke Horowica z Nikolsburga, Dow Bera z Międzyrzecza i Lewiego
Icchaka ben Meira z Berdyczowa. Największy wpływ na Widzącego wywarł ostatni z
jego nauczycieli – Elimelech
z Leżajska.
Po pewnym czasie Widzący zbuntował się przeciw swemu mistrzowi Elimelechowi i wbrew zakazowi założył własny dwór. W następstwie Rabbi Elimelech rzucił klątwę na Horowitza i jego uczniów.
Po odejściu od mistrza, Widzący zawędrował do Łańcuta i Rozwadowa. Jak
pisze Majer Bałaban: Wkrótce jednak „niebo
nakazało mu”, by opuścił również i to miejsce, i udał się do Wieniawy. Tym
posłaniem do Jakuba Icchaka obarczył anioł prostego, ale pobożnego człowieka.
Jakub Icchak nie chciał z początku mu wierzyć, i dopiero gdy niebo
powtórzyło ów rozkaz trzeci raz, zrozumiał, że jest to wolą wyższych sił i
posłusznie przeniósł się do Wieniawy. Widzący osiadł na Wieniawie w latach 90. XVIII
w.
Niezwykłe umiejętności
Widzącego
Prawdopodobnie to rabbi Elimelech odkrył wielki dar Widzącego, jakim było
czytanie przeszłości, przewidywanie przyszłości, a także „widzenie” ludzi lub
zdarzeń w najodleglejszych miejscach (np. Lubliner widział co działo się na
dworze austriackim). Widzący potrafił także odsłonić genealogię duszy, tzn.
opowiedzieć o jej wcześniejszych wcieleniach. Gdy mieszkał na Wieniawie, znany
był także z mocy uzdrawiania i dlatego szczególnie w okresach świątecznych
ciągnęły do niego tłumy cierpiących i chorych ludzi.
Lubliner stał się jednym z najważniejszych autorytetów wśród chasydów a
„szósty zmysł” czynił go wybrańcem.
Dwór Widzącego na
Wieniawie
Lublin należał do miast rzadko odwiedzanych przez cadyków i chasydów. Gdy Widzący założył dwór na pobliskiej Wieniawie stała się ona miejscem, które szybko urosło do rangi stolicy polskiego chasydyzmu. Decyzja rabbiego Jakuba była zaskakująca, zwłaszcza, że w Lublinie mieszkał słynący z ortodoksyjnych poglądów rabin Azriel Horowitz, znany z ostrych antychasydzkich wystąpień. Odkąd Widzący zamieszkał na Wieniawie, przybywali tam chasydzi ze wszystkich stron byłej Rzeczpospolitej. Jak pisze Jan Doktór w biogramie zamieszczonym w Polskim Słowniku Judaistycznym, Jaakow Horowic był nauczycielem wszystkich znanych polskich cadyków. Mimo że nie założył swojej dynastii, wychował ogromne grono uczniów. Spór między Widzącym a Żelazną Głową Osiedlenie się Widzącego na Wieniawie wzbudziło sprzeciw rabina Azriela Horowitza z Lublina, zwanego Żelazną Głową. Wieniawa wtenczas była małym, administracyjnie samodzielnym miasteczkiem (posiadała nawet odrębny kahał), dlatego teoretycznie władza rabina Azriela nie obejmowała jej mieszkańców. Jednak dla rabina Azriela pojawienie się Widzącego prawie na przedmieściach Lublina było hańbą oraz wstydem. Głośno występował przeciwko Widzącemu i jego zwolennikom. Spór między rabinami stał się głośny na Lubelszczyźnie, zaangażowali się w niego zwolennicy każdego z rabinów. Rabin Azriel naśmiewał się, że aby wejść w trans mistyczny uczniowie Widzącego musieli sięgać po alkohol, a cuda dokonywane przez Lublinera były tylko sprytnymi sztuczki na rzecz prostych ludzi, chasydzi zaś szybko nadali rabinowi Azrielowi przydomek Żelazna Głowa. Oznaczał on, że rabin Azriel odporny jest na wiedzę oraz cudowność boską i nie potrafi przyjąć niczego, czego nie zrozumie. Bo w istocie spór dotyczył odwiecznej walki pomiędzy tym, co transcendentne a rzeczywiste, czyli mistyką doświadczaną przez nielicznych a rozumowymi argumentami, dającymi sprawdzić się w doświadczeniu. Spór pomiędzy rabinem Żelazną Głową a Widzącym zakończył się w momencie, gdy lublinianie cichaczem przekradali się na Wieniawę, by uzyskać łaskę widzenia się z wielkim Lublinerem. Przesądziło to o akceptacji autorytetu Widzącego, powiększaniu się grona jego zwolenników, a w końcu decyzji Widzącego o przeniesieniu się do Lublina. Widzący z Szerokiej 28
Z biegiem czasu do Widzącego na Wieniawie zaczęli zwracać się także ludzie
bogaci, wśród nich przedstawiciele kahału. Jeden z owych bogaczy zaoferował się
pokryć koszty przeprowadzki rabbiego do Lublina. Argumentował następująco: jeśli
rabbi zamieszka w naszym mieście to sława spłynie także na jego mieszkańców,
Lublin stanie się znany, a przyszłe pokolenia będą uczyć się o nim z ksiąg. Poza
tym zysk osiągną i współcześni, bo łaska przychylności od Widzącego spłynie na
nich, ponadto wielu pielgrzymujących skieruje się do Lublina i trzeba się będzie
nimi zaopiekować.
Wbrew wielkiemu sprzeciwowi rabina Azriela, Żydzi
uroczyście wprowadzili rabbiego Jakuba do miasta. Zamieszkał on przy ul.
Szerokiej 28 na pierwszym piętrze. W podwórzu tej kamienicy znajdował się
drewniany Bejt-hamidrasz, zwany Bożnicą Rebego. Był ponoć tak wielki, że
mieściło się w nim kilkuset Żydów. Jak pisze Robert Kuwałek: Prawdopodobnie
była to pierwsza oficjalnie działająca modlitewnia należącą do chasydów w
centralnej Polsce. Już na początku XIX w. jej część pozostawała pod
administracją miejscowej gminy żydowskiej.
Śmierć Widzącego
Rabbi wierzył, że złe moce mogą go zaatakować, gdy będzie
przebywał sam. Tak też podobno się stało. Złożony chorobą leżał sam w pokoju a
następnego dnia, choć okno było zamknięte, jeden z jego uczniów odnalazł go
zakrwawionego w krzewach na dworze. Ponoć od tego czasu jeszcze rok chorował i
zmarł w wielkich boleściach.
Widzącego z Lublina pochowano na starym cmentarzu żydowskim. Jego grób do dzisiaj jest miejscem pielgrzymek chasydów z całego świata, którzy pozostawiają przy nim kwitłech (małe karteczki) z prośbą o błogosławieństwo. Ponieważ dzień i miesiąc śmierci Widzącego to daty pokrywające się ze zburzeniem pierwszej i drugiej Świątyni w Jerozolimie, dla wiernych stanowi to poświadczenie jego wielkości oraz świętości.
Na jego nagrobku widnieje napis: Rabbi Jakub Icchak Horowic nie stworzył dynastii cadyków. Część jego rodziny: Horowitz-Szternfeld pozostała w Lublinie i na Lubelszczyźnie do 1939 r. Jeden z synów Widzącego – Izrael – był rabinem w Tarczynie, drugi został słynnym lubelskim kupcem. Prawnuk rabbi Jakuba – Zysie Szternfeld – był rabinem na Piaskach/przedmiescia Lublina/ w poł. XIX w. Opowieści o Widzącym z Lublina Wokół osoby Widzącego z Lublina narosło wiele legend. Pamięć o Jakubie Icchaku Horowicu jest nadal żywa wśród współczesnych chasydów. Wzmacniają ją opowieści o cudownych czynach rabbiego. Do najsłynniejszych (oprócz opowieści o jego śmierci) należą dwie historie. Pierwsza pochodzi z książki Majera Bałabana Żydowskie miasto w Lublinie: Pewnego wieczora – tak opowiada rabin z Nieświeża – Jakub Icchak zmęczony i głodny błądził po lesie. Nagle ujrzał z dali światło. Gdy podszedł bliżej, zobaczył jasno oświetlone okno w niezwykle pięknym domu. Wszedł do środka, a tam stanęła przed nim niezwykłej urody kobieta. Zaraz podsunęła mu jedzenie i picie, po czym usiadła koło niego i zaczęła go uwodzić. Przerażony młodzieniec zerwał się na nogi zaczął recytować przepisy, jakich powinni trzymać się ożenieni mężczyźni. Kiedy kobieta nie dawała jednak za wygraną, podniósł dłoń i wezwał na pomoc Imię Wszechmogącego. Nagle zagrzmiało, piorun uderzył w dom i go zwalił. Pod jego gruzami znikła również kobieta, podczas gdy on sam wyszedł z tej walki z diabłem pokusy zwycięsko i bez szwanku. Drugą opowieść odnajdziemy w książkach Majera Bałabana i Ewy Basiury, która nadała legendzie tytuł: Jak Jakub Icchak Horowitz przydomek Widzącego z Lublina otrzymał. Legenda mówi, że gdy pewnego razu szedł przez Wieniawę bogaty człowiek, ujrzał jak szames biegnie od drzwi do drzwi, wzywając ludzi na poranną modlitwę. Gdy zapukał do drzwi rabbiego Jakuba, ten otworzył je i kazał szamesowi zaczekać. Po chwili przyniósł mu misę z wodą i kazał obmyć ręce. Szames wykonał nakaz, dziękując cadykowi dziesięciokrotnie. Gdy szames odszedł do domu Jakuba, bogacz poprosił szamesa o wytłumaczenie tego zdarzenia. Mężczyzna wyjaśnił, że śpiesząc się, wybiegł z domu i nie umył rąk, jak nakazuje przepis religijny. Rabbi Jakub każąc umyć mu ręce, uchronił go od grzechu.
Bogacz szybko rozpowiedział w Lublinie o tym wydarzeniu, a ludzie zaczęli
cadyka z Wieniawy nazywać Widzącym.
/zrodlo: tnn.pl/lublin-pamiec-miejsca/
|
Copyright © 2008 by www.poznan.jewish.org.pl