POLUB NAS :)

facebook.jpg

info kontakt

Kontakt z biurem Gminy

tylko drogą mailową

Fundacja Synagoga Nowa

PIC 913955244
2016-04-04_101608.jpg

Archiwum

JUDAICA

magen_1.jpg

KOL POLIN

Dziecko Holokaustu - historia Piotra  Email

Trudny życiorys, trudna historia warta poznania. Piotr tak opisał swoje dzieje:

""Przyszedłem na świat styczniu 1944 w Alzacji, w miejscowości Colmar. Moja mama Iza Jabłońska miała wtedy 17 lat. Oboje byliśmy więc dziećmi holocaustu. Rodzice poznali się w pociągu jadącym z Mszany Dolnej do Zakopanego. Mama z siostrą Leonie dostały od stryja Stefana adres w jednej z górskich miejscowości, gdzie miały się schronić. Ojciec, osiem lat starszy od mamy, współpracował z podziemiem,

zajmował się dokumentowaniem niemieckich zbrodni. Wiedział, że hitlerowcy wyłapują na Podhalu Żydów, i że w najbliższym czasie odbędą się egzekucję.

 

Samotnie podróżujące dziewczyny zwróciły jego uwagę. Lonia, mimo, iż nie wyglądała wcale na Żydówkę, w oczach miała strach. Ojciec postanowił je ostrzec. Podszedł do mamy, wprost zapytał czy jest Żydówką i zaproponował swoją pomoc. Mama oczywiście zaprzeczyła, bała się że młody mężczyzna jest szpiclem. Nie zrażony tym ojciec pokazał jej rozlepione na stacji listy gończy ze swoją podobizną – był poszukiwany przez Niemców i ukrywał się pod pseudonimem Wiesław Czechowski. To mamę przekonało. Ojciec dał jej swój adres w Mszanie Dolnej i powiedział że w razie niebezpieczeństwa mogą się u niego ukryć. Siostry dojechały na miejsce i zamieszkały w domu pani Knapikowej.

 

Zgodnie z planem miały ściągnąć do siebie dziewięcioletniego brata Abrama, który po wyjściu z częstochowskiego Getta / gdzie byli ich rodzice Sima i Josef Jabłońscy/, został oddany pod opiekę Polki – pani Hanki. Rodziców nie udało się uratować, zginęli w Treblince. Zamiaru jednak nie udało się zrealizować, bo w miejscowości, w której przebywały dziewczyny pojawili się Niemcy. Jednym jedynym wyjściem była ucieczka i adres, które dostały od mężczyzny w pociągu.

 

Przebywając pod jednym dachem mama i ojciec zakochali się w sobie postanowili się nie rozstawać, wspólnie uciec do Szwajcarii, mama liczyła, że dołączy do niej rodzina. Ułożyli plan, zgodnie z nim mieli się zgłosić na roboty. Zamierzali stamtąd uciec i przedostać się do Szwajcarii. Plan powiódł się tylko częściowo, znaleźli się w niemieckim obozie pracy. Fabryce produkującej części do samolotów w górach Wogezy, w Alzacji.

 

Okazało się, że mama jest w ciąży i może nie wytrzymać trudów ucieczki. W styczniu tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego przyszedłem na świat, zaraz potem oddano mnie na przechowanie pani Herzog, która w dzień chowała mnie na strychu. W nocy moja mama wykradała się z obozu i przychodziła mnie nakarmić.
W tym czasie ojciec, który fabryce był tłumaczem, trafił za karę na kilka miesięcy do obozu koncentracyjnego. Na szczęście udało mu się przeżyć i wrócić do mamy.

 

Zbliżał się koniec wojny, fabryka i zatrudnieni w niej robotnicy przymusowi zostali ewakuowani do Niemiec. Zabroniono zabierać ze sobą dzieci. Rodzice, choć pękało im serce musieli mnie zostawić. Zostałem oddany pod opiekę rodzinę państwa Phila w Boliwii R. Byłem ich piątym dzieckiem. Rodzice po wyzwoleniu dotarli do Złoczewa, rodzinnego miasteczka mojej mamy i tam we wrześniu 1945 urodziła się moja siostra Grażyna. Z niemowlęciem na ręku, uciekli przed programem z Polski.
Jakiś czas mieszkali w obozie dla „dipisów”, gdzie mama odnalazła swoich krewnych, a stamtąd ruszyli po mnie do Francji. Miałem wtedy ponad dwa lata, znałem tylko moich opiekunów i ich uważałem za swoich rodziców. Mama i ojciec byli dla mnie obcymi ludźmi. Ojciec bardzo to przeżywał, chcąc mnie jakoś oswoić kupił mi rowerek. Nie dałem się przekupić, płakałem, nie chciałem rozstać się z przybraną mamą Anną. Rodzice postanowili pozostać we Francji.

 

Najpierw zamieszkiwaliśmy w Graissessac, niedaleko hiszpańskiej granicy. Tam w tysiąc dziewięćset czterdziestym siódmym urodził się mój brat Janek. Potem przenieśliśmy się do Alles w Langwedocji. Ojciec uczył w polskiej szkole ale zarabiał tam niewiele, i żeby zapewnić rodzinie byt zatrudnił się w kamieniołomie. Pracował bardzo ciężko od rana do wieczora, dzięki niemu mieliśmy za co żyć.

 

Od 1949 r. stosunki polsko francuskie stawały się coraz gorsze. Część Polaków zaczęto wydalać z Francji. W 1950 r. spotkało to mojego ojca. Wyjechał do Polski sam, mama z nami została we Francji, miała wtedy 23 lata ojciec dotarł do Koszalina, pisał stamtąd entuzjastyczne listy, że w kraju jest wspaniale, ma już mieszkanie i czeka na nasz przyjazd. Mama z trójką małych dzieci wyruszyła w daleką podróż. Na miejscu okazało się, że rzeczywistość nie jest tak piękna jak opisywał ją ojciec.

 

Zamieszkaliśmy w jednym pokoju w domu dziecka, którego ojciec był kierownikiem. Spaliśmy na materacach rozłożonych na podłodze. W Koszalinie, w połowie roku szkolnego rozpocząłem naukę w pierwszej klasie. Nie znałem polskiego, nie rozumiałam co do mnie mówią koledzy i nauczyciele. Rodzice posyłając mnie do szkoły byli przekonani, że szybko nauczę się polskiego., Nadrobiłem zaległości i przeszedłem do drugiej klasy. W domu nie wolno nam było rozmawiać po francusku. Wkrótce go zapomniałem. Przed wojną mama zdążyła skończyć tylko sześć oddziałów szkoły podstawowej. Mieszkała w małym miasteczku, katolicy i Żydzi żyli tam razem, a wszystkie dzieci uczyły się wspólnie.

 

Po przyjeździe do Polski mama chciała nadrobić czas utracony, czas wojny, i uzupełnić wykształcenie. Mając na głowie dom, pracę i trójkę dzieci skończyła szkołę podstawową, a potem studium nauczycielskie. Uczyła się kiedy tylko mogła, nawet obiad gotowała trzymając w ręce podręcznik. Pamiętam, jak mieszała w garnku, ucząc się na pamięć wiersza po rosyjsku. Maturę zdawałem z mamą w tym samym roku. Otrzymała świadectwo z bardzo dobrymi wynikami, była szczęśliwa. Mówiła, że jest pierwszą osobą w rodzinie, która zdobyła wykształcenie, i że jej ojciec, religijny Żyd, byłby z niej dumny. Mama nie poprzestała na maturze, skończyła Wyższą szkołę nauczycielską i studia magisterskie na wydziale matematyki. Jeździła na zajęcia przez całą Polskę z Koszalina do Opola, bo tylko tam były wtedy wydział zaoczny matematyki. Ojciec był samoukiem, dużo czytał, miał rozległą wiedzę. Po wojnie uzupełnił wykształcenie i skończył studia. Interesował się religioznawstwem i uczył w szkole historii.

 

Wychowaliśmy się w domu, w którym nie było żadnej religii. Ojciec już jako chłopiec przestał chodzić do kościoła. Mama pochodząca z tradycyjnej żydowskiej rodziny, po doświadczeniach holocaustu nie wróciła do wiary rodziców . Starała się jednak stworzyć nam ciepły dom. Na Boże Narodzenie zawsze byłam choinak a przed Wielkanocą Pesach gruntowne sprzątanie mieszkania .Nie mogąc kontynuować rodzinnej tradycji , próbowała tworzyć naszą własną.

 

Zawsze byłem Dumny z mojej mamy – gdy wybuchła wojna, musiała w jednej chwili przestać być dzieckiem. To ona opiekowała się w getcie swoją rodziną. Przedostawała się na zewnątrz, handlowała czym się dało, a za zarobione pieniądze kupowała żywność i zanosiła bliskim. Wyprowadziła na aryjską stronę swojego brata i uczyła go jak ma się zachowywać, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Opiekowała się są siostrą Lonią, chociaż była od niej młodsza. Pomogła przetrwać swoim kuzynkom Antosi i Józi. Mama była Twarda i ambitna, wiedziała że może polegać tylko na sobie. Podczas wojny dodała sobie dwa lata żeby być traktowana jak dorosła / nie przyznała się do tego nawet ojcu/. Została matką mając 17 lat, w obozie pracy. Udało jej się mnie ocalić i zapewnić dobrą opiekę, gdy musiała mnie opuścić.

 

W latach dziewięćdziesiątych pojechałem razem z mamą na obóz Lauderowski. Tam mama odżyła wstąpiliśmy oboje do Stowarzyszenia. Wśród dzieci holocaustu znalazła przyjaciół, czuła się tam dobrze i bezpiecznie. Podczas wizyty u rodziny w Australii przypomniała sobie język Żydowski, którym posługiwała się będąc małą dziewczynką, a potem zapomniała na kilkadziesiąt lat. W swoich ostatnich chwilach przeniosła się do szczęśliwej krainy swojego dzieciństwa. Wydawało jej się że są przy nie jej rodzice. Mówiła Do nich w Jidysz.

 

Po wielu latach dzięki fundacji Kolbego, byłem na ich obozie dla dzieci holocaustu w górach Schwarzwaldu. Wybraliśmy się do Colmar i byłem szczęśliwy, że mój Colmar jest prześliczny, widziałem to pierwszy raz. Zapaliłem znicze na grobie moich przybranych rodziców Pilów. Dziękując za opiekę w trudnych czasach wojny.

 

"1” Dipisi / Displays Persons /– osoby, które w wyniku wojny znalazły się poza swoim państwem wywiezione na roboty przymusowe oraz uwolnione z obozów koncentracyjnych. W zorganizowanych przez Aliantów obozach czekali na powrót do ojczyzny lub wyjazd do innego kraju."""

 

Piotr Sztyma

 

ATTENTION !

About the visits to the grave of Akiva Eger please get in touch with Mrs. Estera by phone +48 726 100 199 Or via email gekafka@jewish.org.pl

Shabbat - info

Kochani, spotykamy się w każdy niebieski.jpgpiątek o 16:30

Every Friday,we meet  on 16;30 Stawna str 10

Opłaty - infornacje

W każda sobotę modlitwy w Synagodze odbywają się od godz. 9:30 do 11:00.

The synagogue is open also every Saturday at 09:30-11:00am.

Konkurs -VII edycja !!!

INFORMACJEpl1.jpg

POLIN

Wirtualny spacer po wystawie stałej

polin.jpg

15-activity Jewish community of Poznan

15c.jpg

15-lat naszej Gminy

tora.jpg

Codzienna Miszna

rapoport.jpg

IRENA SENDLER-KONCERT

sendler.jpg

Warsztaty w Gminie

W każdy czwartek od godz.18:15taniec.jpg

Albumy PICASA

NASZE ALBUMY KLIKNIJ
erec.jpg
wikipardes.jpg

Koszerne produkty

kosher.jpg

 

mhzp_logo_new3755.jpg
fdzz.jpg

nissenbaum.jpg
wirtualny.jpg
tskz.jpg

Shavei Polska

shavei.jpg

Szalom TV

szalomtv.jpg
fzplogo.jpg

Chabad

chabad.jpg

Copyright © 2008 by www.poznan.jewish.org.pl