Prawie
każdy system filozoficzny z jakim się spotkałam stawia nasze, ludzkie pojmowanie,
doświadczanie, myślenie, cierpienie w centrum świata. Ten egocentryzm jest
dla mnie trudny do zrozumienia. Jestem częścią tak myślącej cywilizacji, a
nawet do pewnego stopnia sama ją buduję. Jestem przekonana, że nie domyślacie
się nawet, że bardzo się cieszę z debaty, która przetacza się przez Polskę
w sprawie uboju bez ogłuszania. Nie cieszę się z jej jakości, nie cieszę się z
ignorancji, ale cieszę się, że w Polsce o tych kwestiach się mówi.
Cieszę się,
że są środowiska gotowe zrezygnować z miliardów złotych z powodu troski o
zwierzęta – choć nie podzielam ich oglądu rzeczywistości w drobiazgach –
zgadzamy się co do zasady.
Jednocześnie
jednak widzę sprawę szerzej. Krew polskich krów nie jest bowiem dla mnie
bardziej czerwona, niż tych hodowanych na Ukrainie, która po
nas najprawdopodobniej przejmie większość kontraktów. Nie ufam, że tam
będą te zwierzaki trzymane w lepszych warunkach i mniej boleśnie ubijane.
Oddanie tego uboju – to umycie rąk i strata możliwości wpływania na to co
będzie ich udziałem. Co do zasady zgadzam się, że trzeba szukać form
ograniczania cierpienia zwierząt – to jest nasz moralny obowiązek. Musimy
być jednak realistami: to nie stanie się z wczoraj na dziś. Miesiąc, czy dwa
tygodnie – to trochę za mało czasu by realistycznie uzgodnić te procedury.
To za mało czasu żeby dać ludziom szansę niestracenia zainwestowanych
pieniędzy, miejsc pracy, by nie wybito pogłowia, z którym hodowcy nie będą
mieli co zrobić… Metoda „wszystko, albo nic” – będzie nas
kosztowała wiele i będzie przyczyną wielu, wielu cierpień i trudnych do
przewidzenia konsekwencji. Apeluję więc, by nie zaprzestawać starań i
zmieniać nie tylko literę prawa, ale żyć zgodnie z własnym sumieniem.
W
mieszkaniu, wraz ze mną mieszkają trzy papugi faliste: Tofi, Lama i Amba i trzy
papugi nimfy: Ama, Jona i Hadasz, trzy chomiki dżungalskie: Dzibciuk, Szarak
i Kruszynka, które okazały się różnej płci i mamy teraz śliczne małe
dzungalki do rozdania zupełnie za darmo :). To takie szaro -złote kuleczki z
czarnymi oczkami, chyba mniejsze od myszki… Każda z tych istot ma swój
wszechświat, każda ma imię, karmniczek ma swój czasem zupełnie niepojęty dla
mnie sposób postrzegania rzeczywistości.
Dlaczego w
jednej chwili wybucha awantura między Hadaszem samcem nimfy, a dziewczynką falistą
– Nimbą i dlaczego matka chomiczyca czasem oczekuje, że będziemy
się opiekowały jej małymi, a za chwile patrzy z niepokojem, że wcinają
serek i zagania je do domku?
Ja nie mam
żadnych zwierząt – to one posiadają mnie. Jestem im niezbędna do życia. Jestem
częścią ich ekosystemu… Z ich perspektywy to my mieszkamy u nich, no
może faliste papugi już dały nam ich obywatelstwo i kiedy przelatują nad
głową nieomal dotykając skrzydłami głowy mam poczucie, że mieszkamy z nimi, a
nie u nich… Czasem naruszamy ich granice. Życie w dużym stadzie uczy
pokory. Najbardziej oświecony z mieszkańców naszego małego mieszkania jest
gołąb. Obserwuje, rzadziej reaguje na to co dzieje się w domu – żeby
zwrócić na siebie uwagę nie kręci się w kółku ani na poręczy. Robi coś takiego,
że po prostu zaczynam na niego patrzeć – lubi też przyglądać się naszym
rozmowom z papugami. Musi mieć niezły ubaw kiedy widzi jak nie możemy się
dogadać… Pewnie najlepiej rozumie obie strony. Czasem mam wrażenie, że ten
stary schorowany ptak rozumie najwięcej z nas wszystkich… Rozmawia ze
mną w takim samym stopniu jak z paprocią, jednym z najstarszych ziemskich
gatunków, gałęzie tej rośliny wyciągają się ku niemu. Jestem jedynie
częścią ekosystemu i jak Adam w raju każdej z tych istot nadaję imię. Nadawanie
imienia to upodmiotowienie, to dostrzeżenie boskiego, a więc
indywidualnego, podmiotowego fundamentu każdej żywej istoty.
W przerwach
pomiędzy zmienianiem podkładu małym przesłodkim chomiczkom, a kłóceniem się z
zadziornymi nimfami oglądam dziesiątki filmów z ubojów różnego rodzaju.
Staram się zrozumieć argumenty wszystkich stron. Przeczytałam setki apeli,
ekspertyz – to naprawdę trudny wybór moralny. Nie chodzi oto, że trzeba wyważyć
dwie wartości, jest ich o wiele, wiele więcej.
Moje stanowisko
jest bardzo skomplikowane, nie sądzę, że będziecie mieli czas, uwagę i chęć by
je zrozumieć. Proszę jednak by z debaty publicznej zniknęły jak
najprędzej zdania, że tradycja żydowska jest krwawa, prymitywna, zacofana,
że dla rytuału i kasy jesteśmy gotowi skazać każdą istotę na niewyobrażalne
katusze. Takie sugestie są podżeganiem do nienawiści i łamią prawo oraz
konstytucje, na którą tak często powołują się przeciwnicy naszej tradycji.
Część osób, o czym zresztą jasno piszą, mówią o wartościach chrześcijańskich
oraz nowoczesnym podejściu. (Nowoczesność w takim ujęciu wykluczać ma
przywiązanie do tradycji, szacunek do przeszłości)
Nazwijmy to
po imieniu – jest to brak tolerancji. Mówimy o tym, że w Polsce tak naprawdę
zwierzęta są źle traktowane nie dlatego żeby się usprawiedliwić. Mówimy o
tym żeby pokazać podwójne standardy, które są jedną z wiodących cech
dyskryminacji. Oczekiwanie, że ktoś musi udowadniać swoje człowieczeństwo –
oznacza, że to człowieczeństwo się podważa (zakładając, że jest ono równoznaczne
z czyimś prawem do życia i podmiotowego traktowania, bo do tego się to
sprowadza. Na tej planecie obecnie, tylko człowiek niestety ma realne
prawa…). Jeśli można być uważanym za naród cywilizowany i trzymać, wozić,
ubijać zwierzęta w strasznych warunkach pod warunkiem, że jest się
Chrześcijaninem i to nie odbiera człowieczeństwa, a jeśli Żyd bądź Muzułmanin
postępuje w sposób podobny, to już nie do końca jest człowiekiem – to
znaczy, że coś tu nie jest tak… Dlatego, moim zdaniem niestety słusznie
porównuje się część tych głosów do głosów europejskich nacjonalistów
sprzed siedemdziesięciu lat. Nie dlatego, że chcą nas wymordować w
taki sam sposób, jak to czynili Hitlerowcy, ale dlatego, że stosują podwójne
standardy i nie widzą tego. Dokładnie ten stan świadomości doprowadził do
Holokaustu, Byłej Jugosławii i wielu innych tragedii, których byliśmy i wciąż
jesteśmy świadkami na tej planecie. To każdemu się zdarza Żydom też… Nie
chodzi oto żeby teraz kogoś za to prześladować, chodzi oto żebyśmy mieli
świadomość co nas nakręca. Co powoduje, że jesteśmy opętani złością i nie
zawsze są to dobre wartości chrześcijańskie, żydowskie, muzułmańskie – czasem
nasza intuicja nas zwodzi na manowce…
Nie każde
ogłuszanie jest takie samo, jej formy są różne i różne są efekty i efektywność
– również ubój ubojowi nie jest równy. Skoro wciąż tak mało wiemy o
mózgu ludzkim, który jest najlepiej przebadany to o innych wiemy jeszcze
mniej. Okazuje się bowiem, że mózg w śpiączce może się komunikować i to logicznie.
Okazuje się, że część przeprowadzanych operacji jest robiona na
„żywca” – pacjent jest jedynie sparaliżowany, ale świadomy i czuje
każdy ruch skalpela. Koszmar, ale to pokazuje jak bardzo jeszcze nasza
wiedza jest ograniczona. Nie wiemy, w którym dokładnie momencie zwierze zaczyna
tracić zdolnosć odczuwania. Jeśli umiera po dwóch minutach, na
pewno świadomość traci wcześniej, ale w którym momencie i czy utrata
świadomości jest równoznaczna z nieodczuwaniem cierpienia…
To pytanie
dotyczy ogłuszania w jeszcze większym stopniu. Mamy do czynienia z ogromnym
przemysłem. Tylko kilka gatunków są ubijane zgodnie z za sadami religijnymi.
Zdecydowana większość i gatunkowo i liczbowo nie jest ubijana religijnie los
jednych i drugich nie jest do pozazdroszczenia. Zwierzęta w tym kraju cierpią i
cierpieć będą, najlepsze przepisy prawne mogą pomóc, ale tego cierpienia nie
wyeliminują. Prawo może nie zastąpi sumienia, współodczuwania, wrażliwości,
zdolności widzenia, że nie ja jestem w centrum świata, że dla siebie samej i
siebie samego każda istota jest w centrum wszechświata. Humanitaryzm, póki
stawia nasz system prawny, naszą cywilizację w centrum – nie zapewni nam troski
o zwierzęta…
Mówimy
zezwierzęcenie i humanizm. Zezwierzęcenie to coś złego, kojarzy się z bestialstwem,
humanizm z najwyższymi wartościami. Jesteśmy zawieszeni w ułudzie.
Nasze zmysły i umysł nas oszukują. Człowiek jest istotą okrutną – pełną
agresji, terytorialną – już ziemia nam nie starcza, chcemy kolonizować planety
i gwiazdy…
Stawialiśmy
naszą planetę w centrum wszechświata, teraz jednak to my, nawet nie nasze
słońce i nie nasz Bóg, tylko my sami jesteśmy celem istnienia, celem
ewolucji wszystkich istot – ich ukoronowaniem…
Czy ustawa
rozwiąże problem tak roszczeniowego, własnościowego nastawienia do innych
istot, które miały pecha i zamieszkały z nami na tej planecie? Na pewno nie
przekona osób religijnych do zmiany diety. Wręcz odwrotnie, wywoła uczucie
żalu, niesłusznego potępienia, dyskryminacji. Ogromny ciężki, upolityczniony
mechanizm struktur państwowych – jednego państwa – nic nie zmieni dopóki
nie zmieni się mentalność, bo to ona kształtuje świadomość. Nie Pani Pośle, my
Żydzi nie kamienujemy od ponad 2000 lat, jednak wciąż wierzymy, że był to
sposób pozbawienia życia zgodny z naszą ówczesną tradycją. Tradycja, która trwa
od tysięcy lat będzie kontynuowana pomimo zmian, ale te zmiany muszą być
wynikiem świadomości pokolenia wyznawców, członków naszej społeczności i tylko
takie wewnętrzne procesy mają sens są trwałe i autentyczne.
Ewolucja,
nie rewolucja.
Oglądam te
filmy i widzę na zdjęciach cierpienie i przerażenie zwierząt. Przy okazji
dowiaduję się jeszcze więcej o okrucieństwach dokonywanych na zwierzętach.
Czytam ten bezmiar bzdur i absurdów, które wypisują wszystkie strony,
ekolodzy, Chrześcijanie Żydzi i Muzułmanie, profesorowie zwyczajni i
nadzwyczajni – zwolennicy różnych form uboju i weganie… Naprawdę możemy
porównać cierpienie w zależności od stopnia rozwoju? Naprawdę karpie są głupsze
od świń? Śmierć, samotna śmierć, cierpienie – każdej istoty jest straszne.
Mamy obowiązek minimalizować to cierpienie. Ja myślę, że zwierzęta cierpią nie
tylko fizycznie. Ten smutek w oczach to coś więcej niż troska o siebie –
nic nie wiemy o tym co naprawdę myślą krowy, chomiki i papugi. Brak języka
znanego nam nie oznacza głupotę. Obudzimy się kiedyś w świecie, w którym
zrozumiemy, że niema żadnej różnicy, albo są one bardzo małe…
Jak Adam Ha
Riszon Pierwszy człowiek – mamy obowiązek nadać każdej istocie imię, opiekować
się nią jak pasterz i odprowadzić ją na śmierć – dopóki jesteśmy skazani
na jedzenie mięsa, a ekonomicznie jesteśmy, musimy zrobić wszystko by one
wiedziały, że jest to część naszego z nimi przymierza, naszej komunii – tego
łączącego nas z nimi elementu… My dajemy Wam zwierzętom wszystko co jest
Wam potrzebne do życia. Szanujemy Was, leczymy, troszczymy – traktujemy co
najmniej tak dobrze jak własnych więźniów, a więc karmimy tym co jedzą
przedstawiciele danego gatunku, każdy ma dość miejsca, jest wyprowadzane na
spacer, nie jest zbędnie okaleczane… To jest te minimum, które Tora,
Biblia, Talmud, Koran nakładają na nas. To jest nasz moralny, etyczny
obowiązek. Kiedy będziemy tego skazańca odprowadzać na śmierć,
mówić modlitwy, będziemy modlili się oto by jego dusza zaznała ukojenia –
będziemy tak jak naszych zmarłych prosić ich o wybaczenie… Jedzenie mięsa to
komunia z przyrodą, to łącznik między gatunkami – to wyjątkowy dar życia.
Myślę, że
mamy obowiązek szukania właściwych, jak najmniej bolesnych form uboju. Musimy
już teraz implementować system poszukiwania takich form. Badać zwierzęta,
ich reakcje, sygnały jakie wysyła ich mózg na każdym etapie życia. Uważam, że
każda „produkcja mięsa” powinna być opodatkowana podatkiem –
akcyzą ekologiczną, z którego będą finansowane badania naukowe i które będą też
funduszem dla ekologicznych farm i rozwiązań.
Dopóki ubój
religijny jest dokonywany na naszym terenie może być opodatkowany, a te podatki
w jakiejś części powinny wracać do zwierząt zgodnie z ich gatunkiem.
To znaczy, że jeśli w Polsce będą ubijane koszernie barany, to akcyza z
tego uboju powinna iść na badania dotyczące hodowli i koszernego uboju baranów.
W ten sposób będzie to dar krwi ich przodków tak, by w przyszłości ich
dzieciom i dzieciom ich dzieci działa się coraz mniejsza krzywda. Wierzę, że
będziemy zmieniali prawo żydowskie. Działo się to przez wieki, to jednak
wymaga pracy, czasu, uwagi, edukacji – sam zakaz zabierze nam wszelki wpływ na
to co dzieje się ze zwierzętami. Mądre prawo może dać nam wspaniałe
narzędzia by im pomagać – niech powstanie taki posag krwi…W 22 wieku nasze
losy mogą zależeć od akcyzy od uboju wprowadzonego zamiast niefortunnego
zakazu uboju bez ogłuszania… Kto wie do jakich wniosków dojdziemy i ile
ludzkich chorób przy okazji da się wyeliminować, ile cierpienia ludzi i
zwierząt da się w taki sposób zmniejszyć… Badając cierpienie zwierząt
poznamy też nasze własne mechanizmy i nie mówcie mi, że wiemy już wszystko na
temat mózgu, bólu, bo gdyby tak było chorzy na raka nie umieraliby w
mękach, a środki przeciwbólowe nie posiadałyby efektów ubocznych… Ktoś może
powiedzieć, że zgadzam się na eksperymenty na zwierzętach – a ja mówię
tyle – skoro i tak ubijamy, a Chrześcijanie, Humaniści, Żydzi i Muzułmanie i
tak z dnia na dzień nie przestaną jeść mięsa – to proszę wykorzystajmy to
również do badań… Poznajmy każdy element strachu, poniżenia, bólu, które
przeżywa zwierze, każdy ten element – zobiektywizujmy i nadajmy imię
każdemu z tych cierpień. Nauczmy się żyć tak by nie ranić – na razie
zwierząt, z czasem i roślin.
Miriam
Gonczarska