Tora (Wajikra) mówi: „Nie będziesz mścił
się” (19:18). Nie jest prawdą to, co przypisuje
judaizmowi Ewangelia św. Mateusza (5, 43): „Słyszeliście, że
powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści
nieprzyjaciela swego”, która odsyła nas do Wajikry 19, 18, gdzie czytamy
– jak widać wyżej – dokładne zaprzeczenie tezy Ewangelii. Jednocześnie za
postępowanie, które krzywdzi człowieka (i skłania go do myśli o zemście),
wyznaczane są w Torze kary.
Ale czy kara jest formą zemsty?
Na wstępie trzeba sobie uświadomić, że każda
kara jest nie tylko środkiem wychowawczym, ale także odwetem. Odwet definiuje
się jako odpłacenie złem za zło. Nie istnieje kara, która nie zawiera elementów
odwetu, bo nie istnieje kara, która nie zawiera elementów zła. Kara jest zawsze jakąś formą „odpłacenia złem za zło”.
Nikt nie zaprzeczy przecież, że więzienie, jakakolwiek inna forma ograniczenia
swobód, nawet grzywna – są złem wobec karanego. A więc: tak. Każda kara zawiera
w sobie również odwet. Czy jest on zatem sam w sobie złem?
Odwet za popełnione zło, może być – tak jak
prawie wszystko inne – sprawiedliwy bądź niesprawiedliwy. To jest najważniejsza sprawa: jaki jest ten
odwet, zawarty w karze? Bo niesprawiedliwy byłby złem. Sprawiedliwy natomiast
skierowuje zło przeciw przestępcy, a więc jest dobrem. Bo prawie nic nie
stanowi zła samo w sobie. Przecież kluczem do sytuacji jest stwierdzenie,
przeciwko komu skierowuje się tu zło. To zło, które musi zawierać każda kara,
występuje przeciw temu, kto popełnił zło. Staje się więc dobrem dla wszystkich,
z wyjątkiem karanego. A on – osądzony i uznany za winnego – zasłużył na to zło,
krzywdząc wcześniej niewinnego człowieka. Bo niewinny nie zasługuje na zło.
Winny – tak. W tym rozróżnieniu jest sedno sprawy.
W słynnym kodeksie prawnym Hammurabiego była
taka zasada, że jeżeli budowniczy domu źle wykonał projekt i ściana runęła
zabijając dziecko właściciela domu, to karą dla budowniczego było zabicie jego
dziecka. To właśnie przykład zemsty, czyli odwetu niesprawiedliwego.
Niesprawiedliwego – bo kara dotykała zupełnie niewinnego. (Nie bez powodu
podajemy taki przykład, bo w wielu kulturach do dziś istnieje zasada mordowania
całych rodzin, w zemście za czyn popełniony przez ich syna lub brata).
Natomiast kara dla budowniczego, za co prawda nieumyślne, ale spowodowanie
śmierci człowieka, jest także odwetem – tyle że sprawiedliwym. Za swój
błąd musi on ponieść konsekwencje. Sprawiedliwą karą za nieumyślne spowodowanie
śmierci, według zasad Tory nigdy nie była śmierć, a jedynie wygnanie do miasta
ucieczki.
A więc: nie. Odwet wcale nie musi być
złem.
Tora (Wajikra) mówi: „Nie będziesz mścił
się” (19:18). Nie jest prawdą to, co przypisuje judaizmowi Ewangelia św.
Mateusza (5, 43): „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował bliźniego
swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego”, która odsyła nas do Wajikry
19, 18, gdzie czytamy – jak widać wyżej – dokładne zaprzeczenie tezy Ewangelii.
Jednocześnie za postępowanie, które krzywdzi człowieka (i skłania go do myśli o
zemście), wyznaczane są w Torze kary.
Ale czy kara jest formą zemsty?
Na wstępie trzeba sobie uświadomić, że każda
kara jest nie tylko środkiem wychowawczym, ale także odwetem. Odwet definiuje
się jako odpłacenie złem za zło. Nie istnieje kara, która nie zawiera elementów
odwetu, bo nie istnieje kara, która nie zawiera elementów zła. Kara jest zawsze jakąś formą „odpłacenia złem za zło”.
Nikt nie zaprzeczy przecież, że więzienie, jakakolwiek inna forma ograniczenia
swobód, nawet grzywna – są złem wobec karanego. A więc: tak. Każda kara zawiera
w sobie również odwet. Czy jest on zatem sam w sobie złem?
Odwet za popełnione zło, może być – tak jak
prawie wszystko inne – sprawiedliwy bądź niesprawiedliwy. To jest najważniejsza sprawa: jaki jest ten
odwet, zawarty w karze? Bo niesprawiedliwy byłby złem. Sprawiedliwy natomiast
skierowuje zło przeciw przestępcy, a więc jest dobrem. Bo prawie nic nie
stanowi zła samo w sobie. Przecież kluczem do sytuacji jest stwierdzenie,
przeciwko komu skierowuje się tu zło. To zło, które musi zawierać każda kara,
występuje przeciw temu, kto popełnił zło. Staje się więc dobrem dla wszystkich,
z wyjątkiem karanego. A on – osądzony i uznany za winnego – zasłużył na to zło,
krzywdząc wcześniej niewinnego człowieka. Bo niewinny nie zasługuje na zło.
Winny – tak. W tym rozróżnieniu jest sedno sprawy.
W słynnym kodeksie prawnym Hammurabiego była
taka zasada, że jeżeli budowniczy domu źle wykonał projekt i ściana runęła
zabijając dziecko właściciela domu, to karą dla budowniczego było zabicie jego
dziecka. To właśnie przykład zemsty, czyli odwetu niesprawiedliwego.
Niesprawiedliwego – bo kara dotykała zupełnie niewinnego. (Nie bez powodu
podajemy taki przykład, bo w wielu kulturach do dziś istnieje zasada mordowania
całych rodzin, w zemście za czyn popełniony przez ich syna lub brata).
Natomiast kara dla budowniczego, za co prawda nieumyślne, ale spowodowanie
śmierci człowieka, jest także odwetem – tyle że sprawiedliwym. Za swój
błąd musi on ponieść konsekwencje. Sprawiedliwą karą za nieumyślne spowodowanie
śmierci, według zasad Tory nigdy nie była śmierć, a jedynie wygnanie do miasta
ucieczki.
A więc: nie. Odwet wcale nie musi być
złem.
Gdy jest sprawiedliwy – to kara. Lecz
gdy jest niesprawiedliwy – to zemsta.
Sprawiedliwość bezwzględnie wymaga, aby
odpłacać złem za zło, bo jeśli będzie się na zło reagowało dobrem, albo nawet
jedynie obojętnością, to takie postępowanie będzie stanowiło zachętę do
następnych złych czynów i krzywdzić się będzie tych, którzy czynią dobro, skoro
ich postawa spotka się z identyczną reakcją, jak czynienie zła. Traktowanie dobra i zła w taki sam sposób jest
źródłem niesprawiedliwości. Bo kara to jednak nie tylko środek wychowawczy i zapobieganie,
aby np. morderca nie popełnił następnej zbrodni, kara to także wymierzenie
sprawiedliwości. A czyż może istnieć sprawiedliwość bez sprawiedliwej kary?
Słynnemu tropicielowi zbrodniarzy
nazistowskich, zmarłemu w roku 2005 Szymonowi Wiesenthalowi, zarzucano, gdy
przez powojenne dziesięciolecia kontynuował swoją działalność, że kieruje nim
żądza zemsty. Przecież ci zbrodniarze, często już ludzie starzy, nie zaczną
kilkadziesiąt lat po wojnie budować nowych komór gazowych, przecież nie
stanowią zagrożenia już dla nikogo – argumentowano.
Gdy jest sprawiedliwy – to kara. Lecz
gdy jest niesprawiedliwy – to zemsta.
Sprawiedliwość bezwzględnie wymaga, aby odpłacać złem za
zło, bo jeśli będzie się na zło reagowało dobrem, albo nawet jedynie
obojętnością, to takie postępowanie będzie stanowiło zachętę do następnych
złych czynów i krzywdzić się będzie tych, którzy czynią dobro, skoro ich
postawa spotka się z identyczną reakcją, jak czynienie zła. Traktowanie dobra i
zła w taki sam sposób jest źródłem niesprawiedliwości. Bo kara to jednak nie
tylko środek wychowawczy i zapobieganie, aby np. morderca nie popełnił
następnej zbrodni, kara to także wymierzenie sprawiedliwości. A czyż może
istnieć sprawiedliwość bez sprawiedliwej kary?
Słynnemu tropicielowi zbrodniarzy
nazistowskich, zmarłemu w roku 2005 Szymonowi Wiesenthalowi, zarzucano, gdy
przez powojenne dziesięciolecia kontynuował swoją działalność, że kieruje nim
żądza zemsty. Przecież ci zbrodniarze, często już ludzie starzy, nie zaczną
kilkadziesiąt lat po wojnie budować nowych komór gazowych, przecież nie
stanowią zagrożenia już dla nikogo – argumentowano.
Rzeczywiście: stawianie ich przed sądem miało
zaowocować karą, która nie mogła już spełniać ani funkcji wychowawczej (za
późno na „wychowywanie” siedemdziesięciolatków), ani prewencyjnej (nie
zamierzali oni powrócić do mordowania).
Sprawiedliwość ma jednak znacznie głębszy
wymiar. Lojalność człowieka, który przeżył, wobec tych, którzy zostali
zamordowani, wymagała ścigania zbrodniarzy w imię sprawiedliwego odwetu. Kosmiczny
ład świata jest bowiem naruszony, gdy ten, kto popełnia ekstremalne zło, nie
zostaje ukarany i ludzkość nie jest zainteresowana wymierzeniem mu kary. Gdy – jak w tym przypadku – masowi mordercy
niewinnych ludzi spokojnie dożywali swoich lat np. w Ameryce Południowej.
Istnieją, oczywiście, skrucha i przebaczenie, a judaizm nakazuje przebaczać,
jest to jeden z podstawowych nakazów religijnych, ale jednocześnie podkreśla,
że przebaczać mogą tylko ci, którzy doznali krzywdy i wyłącznie na prośbę
krzywdziciela. Nie wolno nigdy przebaczać w cudzym imieniu. A zamordowani nie
mają przecież możliwości przebaczenia, bo odebrał ją im, razem z życiem,
morderca.
Te zagadnienia, które
judaizm rozpatrywał już przed tysiącami lat, są często nie rozumiane we
współczesnym świecie. Z jednej strony istnieją bowiem kraje, gdzie zemsta
indywidualna, poza prawem (tzw. morderstwo honorowe), znajduje zwyczajowe
przyzwolenie i często nie jest ścigana albo jest traktowana łagodnie. Z
drugiej, jest także świat zachodni (zwłaszcza Europa), w którym powszechnie obserwuje
się traktowanie najcięższych przestępstw z nieludzką wręcz łagodnością. Bo
czy nie jest nieludzkie odrzucenie instynktownego u człowieka poczucia
sprawiedliwości, które nakazuje mu chcieć, aby czyniący zło sam także, za swoje
czyny, doświadczył jakiejś formy zła?
Często dowiadujemy się
przecież w mediach o mordercach skazanych na zaledwie kilkanaście, a nawet
tylko kilka lat więzienia za odebranie niewinnemu człowiekowi życia. I tym,
którzy są oburzeni tak małymi wyrokami, zarzuca się, że powoduje nimi „niska,
obrzydliwa chęć zemsty”. Powodem tego ostatniego zjawiska jest z gruntu
fałszywe przekonanie, że odwet – sam w sobie – jest złem, nawet pod
postacią kary. Wiedza o tym, że istnieje odwet niesprawiedliwy i
sprawiedliwy, wydaje się coraz słabiej obecna. A ponieważ odwet
stanowi zawsze, co podkreślaliśmy powyżej, element kary, coraz częściej uważa
się, że sama kara jest również złem. Kara mylona jest z zemstą, ponieważ
łączy je obecność odwetu w obu z nich. I dlatego kary wymierza się
coraz rzadziej i coraz łagodniejsze – coraz częściej mówi się o wyłącznie
„rehabilitacji” i „prewencji”, coraz rzadziej – o karze.
Takie głębokie
pomieszanie pojęć musi prowadzić nieuchronnie do wielkich niesprawiedliwości.
Bowiem „Ten kto współczuje, gdy powinien być okrutny, będzie okrutny wtedy, gdy
powinien współczuć” (Kohelet Raba 7,
16). Czyż nie brzmi to jak konfucjańskie „Jeżeli dobrem odpłacisz za
zło, czym za dobro się odwdzięczysz?” ,
Nadmierna, nieusprawiedliwiona
łagodność wobec winnego zbrodni jest automatycznie okrucieństwem wobec
jego ofiary lub – w przypadku morderstwa – jej najbliższych, którym fakt, że
system prawa obchodzi się łagodnie z mordercą np. ich syna, brata lub ojca, sprawia dodatkowy, głęboki i trwały ból.
/the614commandment/