Gmina Wyznaniowa Żydowska w Poznaniu

Kehilat Poznań קהילת פוזנן

POZNAŃ, UL. STAWNA 10 י״ב בחשוון תשפ״ז 23 października 2026

Wykład i parsza na Szabat

Zbliża się szabat – zapraszamy do komentarza do
cotygodniowego fragmentu Tory, piórem Rabina Icchaka Rapoporta


Na początku naszej parszy Haszem mówi do Mojżesza „chodź do Faraona”. Dziwny to
sposób wyrażania się i oczekiwalibyśmy raczej, aby Haszem powiedział „idź to
Faraona”, a nie „chodź” do Faraona! Dlaczego takie dziwne stwierdzenie? Dziwne,
zwłaszcza że „chodź do” oznacza, że ten, który mówi również idzie z tobą lub
już tam sam jest! Baal Szem Tow (Rabin Israel ben Eliezer, twórca chasydysmu w
18-ym wieku) zwykł opowiadać metaforę o bliskości do B-ga. Czasami człowiek
przechodzi ciężkie czasy i wydaje mu się że on jest daleko od B-ga. Ale
powinien wtedy przypomnieć sobie, że stosunek B-ga do człowieka podobny jest do
stosunku ojca do malutkiego dziecka. Co robi ojciec kiedy chce nauczyć dziecko
chodzić na własnych nogach? Najpierw trzyma je pod pachami, aż dziecko nauczy
się stać na własnych nogach. Po tym ojciec bierze parę kroków do tyłu i wyciąga
ręce w kierunku dziecka, zachęcając je, żeby ono do niego przyszło. Dzieciaczek
widzi ojca i próbuje iść do niego, ale skoro jeszcze nie umie chodzić, robi
jeden krok, pada i zaczyna płakać. Ojciec znów pomaga dziecku wstać i jak tylko
ono stoi na własnych nogach to ojciec znów bierze parę kroków do tyłu.
Dzieciaczek znów próbuję iść do ojca, znów pada po jednym lub po paru krokach i
znów zaczyna płakać. Dla dzieciaczka zachowanie ojca wydaje się okrutne. Za
każdym razem, kiedy dziecko daje radę zbliżyć się do ojca, ten się znów oddala
i do tego – jeszcze bardziej! My dorośli rozumiemy, że ojciec nie jest okrutny,
a nawet przeciwnie – kocha swoje dziecko i dlatego musi pozwolić mu padać, aż
ono samo się nauczy chodzić na własnych nogach. A każdy upadek boli. Tak samo,
mówił Baal Szem Tow, Haszem nas „wychowuje” i „uczy chodzić”. Kiedy bolesne
rzeczy się wydarzają to nie jest to dlatego, że nasz Ojciec, czyli Haszem, jest
nam daleki. Wręcz przeciwnie – kiedy bolesne rzeczy się nam dzieją, to oznacza
to, że nasz Ojciec właśnie się nami zajmuje i próbuje nas czegoś nauczyć.
Haszem mówi do Mojżesza „choć do Faraona”, bo Mojżesz się boi iść do Faraona.
Mojżesz się boi, gdyż przebywanie u Faraona może być bolesne, może być
nieprzyjemne. Haszem nie kłamie Mojżeszowi, nie mówi mu żeby się nie bał, bo
wszystko będzie lekkie i fajne. Haszem mówi Mojżeszowi żeby się nie bał dlatego
że On, Haszem, jest z Mojżeszem jeszcze bardziej w sytuacjach trudnych niż w
sytuacjach lekkich. „Chodź do Faraona” bo Ja, Haszem, idę z tobą. Jeśli nie
pójdziesz to Moje Bycie z tobą będzie jakoś mniejsze, niż jeśli pójdziesz i
spróbujesz zrobić to, co Ci nakazałem. Znany amerykański pastor, Peter
Marshall, powiedział, że „kiedy tęsknimy za życiem bez trudności, przypomnijmy
sobie że dęby rosną silne wbrew przeciwnym wiatrom, oraz że diamenty tworzą się
pod ciśnieniem. Widzimy więc, że początek naszej parszy nas naucza o wadze siły
wewnętrznej. Trzeba iść do przodu nawet jeśli widać, że to ‘do przodu’ będzie
bolesne i nie miłe – a może nawet – zwłaszcza jeśli ‘do przodu’ wydaje się
bolesne i nie miłe. Również zakończenie naszej parszy uczy nas o tym. W
rozdziale trzynastym czytamy o różnych sposobach upamiętniania że Haszem nas
wyzwolił z niewoli w Egipcie. W wersecie 9 czytamy: „I będziesz to miał za znak
na ręce twojej, i na pamięć między oczyma twemi, aby Zakon Haszem był w uściech
twoich, ponieważ ręką możną wywiódł cię Haszem z Egiptu” (tłumaczenie własne).
Ci, którzy znają prawo żydowskie wiedzą, że się nakłada tefilin (filakterie) na
swoją słabszą rękę – praworęczny na lewej ręce a leworęczny – na prawej ręce.
Talmud w traktacie Menachot, folio 37b, cytowany przez Raszi, znajduje
wskazówkę do tego prawa w dziwnym literowaniem hebrajskiego słowa 'jadcha’,
czyli „twojej ręce”, w wersecie szesnastym. W wersecie dziewiątym słowo
'jadcha’ jest normalnie literowane, aczkolwiek w wersecie szesnastym jest ono
napisane w taki sposób, że upodabnia się do słów 'jad keha’, czyli „słaba ręka”
(dla każdego, kto zna hebrajski zachęcam przeczytać wersety 9 oraz 16, aby
zobaczyć różnicę w literowaniu słowo 'jadcha’; tych, którzy nie czytają po
hebrajsku proszę o pobłażanie i rekomenduję studiować hebrajski, aby móc czytać
słowo B-że w oryginalnym języku). Zastanówmy się moment nad tym, co właśnie
przeczytaliśmy. Tefilin mają być pamiątką na to, że „mocną ręką wywiódł cię
Haszem z Egiptu” – a na jaką rękę nakładamy tefilin? Na rękę słabszą! A
dlaczego nie na mocną rękę? Co mamy z tego zrozumieć? Wydaje mi się, że
przesłanie jest to samo, co z początku naszej parszy. Nie możemy polegać na
własnej sile, aby ona nam rozwiązała wszystkie problemy – musimy ostatecznie
zaufać Haszem. Musimy ufać, że Haszem Jest z nami, kiedy trudne i/albo bolesne
rzeczy się wydarzają, oraz że są te bolesne wydarzenia, okazje dla nas, aby
„nauczyć się chodzić” – aby urosnąć w jakimś sensie. Na końcu – coś do myślenia
w związku z zastanowieniem się, jak najlepiej tachać ten Ciężar, który się
nazywa ‘życie’ – krótka opowieść, którą słyszałem kilka dni temu od Naczelnego
Rabina Izraela, Rabina Davida Lau. W 1921 roku Sir Winston Churchill odwiedził
nowe malutkie miasteczko w Ziemi Izraela, które się nazywało Tel Awiw. Tel Awiw
był pełen piasku i jego pierwszy burmistrz, Meir Dizengoff, był w panice, jak
zrobić dobre wrażenie na Panu Churchillu. Zdecydowano się w końcu, żeby szybko
skonstruować sztuczną aleję, czyli drogę obwarowaną drzewami, po której by
przywieźli Churchilla i wyglądałoby to, jak prawdziwe miasto. tak więc
inżynierowie i pracownicy szybko rozjechali się po całym regionie, aby znaleźć
najładniejsze, wykopać je z miejsca gdzie one stoją i zasadzić je ponownie po
obu stronach głównej drogi. I tak też zrobili. Przyszedł wielki dzień i
Churchill przyjeżdża samochodem razem z burmistrzem Dizengoffem. Jadą przez
całą aleję obwarowaną drzewami. Na końcu alei wychodzą ze samochodu i Churchill
mimochodem opiera się na jakimś drzewie. Aleja była skonstruowana 'za pięć
dwunasta’ i korzenie drzew nie były wkopane głęboko w ziemię, dlatego całe
drzewo się przewróciło razem z Churchillem! Burmistrz Dizengoff aż zbladł ze
strachu, że taki ważny człowiek, jak Churchill ma wypadek pod jego opieką, ale
Churchill zaczął się śmiać. Wstając z brudu Churchill mówi do Dizengoffa:
„teraz nauczyłeś się jakie ważne są korzenie!”. Ta opowieść może służyć nam
jako inspiracja w ciężkich czasach. Im głębiej nasze korzenie sięgają, tym
silniej i mocniej stoimy. Szabat Szalom i najserdeczniejsze pozdrowienia z
Ziemi Świętej!

Rabin Icchak Rapaport

PS. Zapraszam na wspólne studiowanie Tory przez internet na stronie

pl.noahideworldcenter.org