
Istnieje
popularny stereotyp widzący w biblijnej opowieści o stworzeniu świata,
życia na ziemi i człowieka, prymitywną baśń, której zaprzeczają
ustalenia współczesnej nauki.
Trudno wyobrazić sobie coś bardziej odległego od prawdy.
Winę
za popularne, ale niesłuszne przekonanie, że pomiędzy wersją powstania
świata i życia na ziemi przedstawianą w Torze, a współczesną wiedzą,
istnieje nierozwiązywalny konflikt, zawinił jeden, podstawowy błąd:
odczytywanie słów Tory w ich dosłownym znaczeniu, a nie jako
symbolicznego zapisu idei, który miał być z założenia sformułowany tak,
aby trafiać zarówno do ludzi żyjących tysiące lat temu, jak i do nas –
dziś.
„Bóg
stworzył świat i życie na ziemi w sześć dni. Ponadto z Tory wynika, że
świat istnieje 5768 lat”. To jest stanowisko, które – podtrzymywane
jeszcze czasami przez zwolenników dosłownego traktowania tekstu Tory –
łatwo jest ośmieszyć i obalić z punktu widzenia współczesnej wiedzy,
jako naiwne, błędne, niezgodne z naukową prawdą.
Wraz
z rozwojem nauki i naszej wiedzy o powstaniu Wszechświata i życia na
ziemi, przekonujemy się jednak coraz bardziej, że wersja zawarta w Torze
– ogłoszona ponad 3 tysiące lat temu – jest potwierdzana w swoich
fundamentalnych założeniach przez kolejne, udoskonalone hipotezy i
teorie naukowe.
Należy
bowiem pamiętać, że Tora została sformułowana językiem i przy pomocy
aparatu pojęciowego, które musiały być zrozumiałe dla ludzi żyjących
wówczas, gdy została ogłoszona pod górą Synaj (ok. 1250 rok p.n.e.).
Jej
tekst sięgał więc po metaforykę, po język symboliczny, a nie po
nieistniejący język nieistniejącej jeszcze wówczas nauki. Dlatego
wyróżnia się kilka poziomów interpretowania Tory i jej dosłowne,
literalne odczytywanie nie jest nigdy wystarczające.
W
czasach, gdy nauka w sensie współczesnym nie istniała, w judaizmie
pojawiało się często literalne odczytywanie Tory, jakkolwiek warto
zauważyć, że już średniowieczni mędrcy (zwłaszcza Majmonides [Rambam])
zwracali uwagę, że historia Kreacji nie powinna być odczytywana
dosłownie. Uczeń Nachmanidesa, rabin Izaak z Akko, czołowy kabalista
trzynastowieczny, oceniał wiek Wszechświata na około 15 miliardów lat,
co jest zaskakująco bliskie współczesnym ustaleniom naukowym.
Po
przemianach, które nastąpiły w okresie Haskali (żydowskiego
Oświecenia), dzisiaj wszystkie odłamy judaizmu (z zupełnie marginalnymi
wyjątkami) uznają badania naukowe za sposób na poznawanie poziomu
skomplikowania i piękna Boskiej kreacji.
I. Wielki Wybuch
Po
pierwsze więc, utrzymywane przez długi czas przeświadczenie nauki o
tym, że Wszechświat istniał wiecznie, obalone zostało przez teorię
Wielkiego Wybuchu i nastąpiło to dopiero kilkadziesiąt lat temu. Przed
powstaniem teorii Wielkiego Wybuchu, przez stulecia obowiązywał
powszechnie uznawany pogląd, że Wszechświat jest niezmiennym układem
galaktyk. Z poglądem tym zgadzał się jeszcze Albert Einstein.
Natomiast
Tora rozpoczyna się od stwierdzenia „Na początku” („Bereszit”). Czyli
istniał moment początkowy! Nauka przez tysiące lat (od czasów
Arystotelesa i Platona) twierdziła, że to nieprawda – że nigdy nie było
żadnego „Na początku”.
Tymczasem
Wielki Wybuch (Big Bang) to model narodzin Wszechświata uznawany przez
współczesną kosmologię za najbardziej prawdopodobny. Według tego modelu,
ok. 14-15 mld lat temu dokonał się „Wielki Wybuch” i w jego wyniku
wyłonił się Wszechświat (przestrzeń, czas, materia, energia, itd.).
Czyli jednak był „początek”!
Podobieństwo
tej teorii do opisu przedstawionego w księdze Bereszit jest w swoim
podstawowym założeniu uderzające. Tora od zawsze, tysiące lat wcześniej
niż nauka, ogłosiła pogląd o stworzeniu Wszechświata w wyniku
jednostkowego wydarzenia podyktowanego wolą Boga.
II. Ewolucja gatunków
Jeżeli
chodzi o sprawę ewolucji, to pierwszą charakterystyczną rzeczą jest
fakt, że w relacji Tory tworzenie świata i życia to nie – w
przeciwieństwie do inicjalnej kreacji wszechświata – nagła eksplozja,
ale proces stopniowy, od gazów, następnie wody (wszechogarniającego
oceanu), później do wynurzenia się suchego lądu, a po nim pojawienia się
najpierw roślin, i kolejno: ryb, potem płazów, gadów, ptaków, ssaków i –
ostatecznie – człowieka.
Ten ciąg wydarzeń potwierdzany jest przez ustalenia dotyczące procesu ewolucji prezentowanego przez naukę.
Ponadto
zwróćmy uwagę, że Tora używa sformułowań, które z punktu widzenia nauki
o ewolucji gatunków wydają się szczególnie zastanawiające: „Bóg
zechciał, aby ziemia wydała roślinność” (Bereszit 1:11) i „Bóg zechciał,
aby ziemia wydała żywe istoty zgodnie z ich gatunkami” (Bereszit 1:24).
Charakterystyczne
jest, że Bóg nie stwarza roślin i zwierząt, ale powoduje swoją wolą, że
„wydaje je ziemia”. Stanowisko to jest – w swoim sensie metaforycznym –
fundamentalnie zgodne z teorią ewolucji.
III. Sześć dni / 5768 lat
Oczywiście
sześć dni, w które Bóg kreuje świat, symbolizuje epoki rozwoju, a z
punktu widzenia naszej współczesnej wiedzy jasne jest, że nie oznaczają
wcale dosłownych dni.
Może to zaskakujące, ale judaizm nigdy nie twierdził, że świat istnieje nieco mniej niż sześć tysięcy lat.
To
wcale nie świat został stworzony – według Tory – 5768 lat temu, ale
neszama – „dusza człowieka”, czyli istoty, którą nauka nazywa homo
sapiens. Bo to był tylko ostatni, końcowy etap stwarzania świata.
Wbrew
obiegowym przeświadczeniom Rosz ha-Szana (pierwszy dzień miesiąca
tiszri – żydowski Nowy Rok) upamiętnia nie dosłownie „początek świata”,
ale właśnie moment stworzenia ludzkiej duszy. Od chwili stworzenia
człowieka możemy liczyć lata. Nim został wykreowany człowiek, czas był
najwyraźniej poza ludzkim doświadczeniem, bo kreacja trwała nie lata,
ale umowne „dni” ( czyli nieznane nam odcinki czasu).
Możemy
rozumieć te dni dosłownie (i taki pogląd bywał niegdyś dominujący), ale
bardziej logiczne byłoby traktowanie ich jako epok stwarzania świata,
które mogły trwać nieodgadniony i ogromnie długi czas, a wcale nie
24-godzinny dzień (takie stanowisko jest obecne w judaizmie od setek
lat).
Dzień
– to przecież nic innego, niż odcinek czasu od zachodu do zachodu
słońca (jeden obrót Ziemi dokoła własnej osi), więc jak możemy rozumieć
dosłownie dzień stwarzania, jako dzień od zachodu do zachodu słońca,
skoro słońce zostało wykreowane – według zapisu w księdze Bereszit –
dopiero czwartego dnia?
Dlatego,
aby oddać sprawiedliwość obliczeniom Tory, do prawie sześciu tysięcy
lat istnienia ostatecznie ukształtowanego homo sapiens, musimy dodać
okres trwania sześciu symbolicznych etapów tworzenia, wystarczających do
kreacji Wszechświata i życia na naszej planecie.
***
Ważne
jest, że nauka współczesna nie podważa ani sposobu, ani kolejności
procesów, według których powstawał poznawalny przez nas świat i życie.
Nowe teorie (np. hipoteza „nieciągłych stanów równowagi” [Punctuated
Theory of Equilibria]) stają się następnymi krokami nauki znów
potwierdzającymi fundamentalne tezy prezentowane w Torze.
Opozycja
kreacjonizmu i ewolucjonizmu, która wywołuje często emocje i
kontrowersje, podlega nierzadko medialnej manipulacji, bo poglądom
zgodnym z teorią ewolucji przeciwstawia się tendencyjnie skrajne poglądy
ludzi odczytujących Biblię w sposób absolutnie literalny (np.
głoszących stworzenie świata w rzeczywiste 6 dni), a pomniejsza się
znaczenie filozoficznej
hipotezy „inteligentnego projektu” („theory of intelligent design”).
A
jednak istnieje miejsce, w którym Tora i teoria ewolucji (oraz
wszystkie dotychczasowe teorie i hipotezy naukowe) się rozchodzą:
miejscem tym jest próba odpowiedzi o przyczynę i ostateczny cel.
Tora
twierdzi, że wszystkie etapy kreacji nie powstały przez przypadek.
Wszystkie dokonały się z woli Boga. Ten punkt widzenia ma absolutnie
kluczowe znaczenie dla całej filozofii człowieka, którą prezentuje
judaizm.
Bo
jak odpowiada nauka na pytanie, czy człowiek jest jedynie bardziej
inteligentnym ssakiem naczelnym, różniącym się jednak niewiele od swoich
człekokształtnych krewniaków, czy też jest zupełnie innym jakościowo
tworem, który ma do spełnienia w świecie szczególną rolę?
Nauka nie ma na temat przyczyn i celu zarówno stworzenia świata, jak i człowieka – nic do powiedzenia.
W
mediach pojawiają się od czasu do czasu informacje, że nauka
potwierdza, iż genom człowieka różni się zupełnie minimalnie od genomu
szympansa. Popularna interpretacja sugeruje, że mamy wyciągać z tego
wniosek, iż nie różnimy się wcale specjalnie od innych przedstawicieli
rodziny człowiekowatych (Hominidae).
A
przecież prawdziwy wniosek, jaki można z tego podobieństwa genomów
wyprowadzić, jest zupełnie inny: oto dowód, jak niewielka różnica w
genach może spowodować tak kolosalną, fundamentalną różnicę jakościową!
Co więc niewyjaśnionego tkwi w tej minimalnej różnicy genetycznej?
Jaka
kryje się w niej tajemnica, skoro przepaść pomiędzy człowiekiem (twórcą
systemów filozoficznych i rakiet kosmicznych, budowniczym miast i
autorem literatury) – a szympansem lub orangutanem (których największym
intelektualnym osiągnięciem jest użycie kija do przyciągnięcia wiązki
bananów), jest tak kolosalna?!
Tora
opowiada na to pytanie stwierdzając, że Bóg „Ukształtował go z prochu
ziemi i tchnął w jego nozdrza duszę życia” (Bereszit 2:7).
Ze
wszystkich istot jedynie człowiek jest więc kreacją, która Bóg stwarza
nie wyłącznie poprzez wolę, ale poprzez własne fizyczne działanie i
tylko człowiekowi przekazał atrybuty duchowości, kreatywności, wolnej
woli, inteligencji, wrażliwości estetycznej oraz etycznej i zdolności
tworzenia skomplikowanych narzędzi i języków – a więc wszystkie cechy
niedostępne zwierzętom.
Wyposażenie
człowieka w duszę (jakąkolwiek przyjmiemy jej definicję) spowodowało
to, co nauka postrzega dziś jako koniec procesu ewolucji.
Człowiek
stwarza kulturę. Przemiany ewolucyjne już go nie obejmują, bo ma on moc
aktywnego kształtowania własnego środowiska, w przeciwieństwie do
innych istot żywych, które miały i mają jedynie bierną zdolność
dostosowywania się do warunków, „wykorzystując” mechanizm ewolucji.
Tylko człowiek jest kreatorem.
Tchnienie
„duszy życia” dało mu zdolność twórczego przeobrażania świata,
poznawania go i interpretowania, uczyniło go w pełni istotą wyjątkową:
„stworzoną” – jak czytamy w Torze – „według istoty Boga” (Bereszit
1:27).
Judaizm
twierdzi, że celem istnienia człowieka jest uświęcanie życia poprzez
zbliżanie się do Boga. To jest ostateczny cel, którego osiągnięcie jest
możliwe jedynie poprzez uświadomioną duchowość. Bez świadomości tego
celu, wszystko, co istnieje, jest w ostatecznym rozrachunku bezsensem, a
człowiek – przypadkowym uformowaniem cząsteczek związków chemicznych.
A takim właśnie widzi człowieka nauka.
Oznacza
to, że do zrozumienia tego, co stanowi najgłębszą warstwę Tory, nauka
jeszcze nie dojrzała. Historia nauki w cywilizacji zachodniej
ukształtowała się w ten sposób, że nauka do dziś traktuje siebie samą
jako opozycję religii, więc te najważniejsze zagadnienia Tory i istoty
ludzkiej dopiero do niej przyjdą.
Tymczasem
jednak nauka swoimi dokonaniami pozwala na lepsze zrozumienie świata i
człowieka. Jej cele są więc zgodne z ideałem, jaki stawia przed
człowiekiem judaizm, dążący do mądrej ludzkiej aktywności, poprzez którą
dokonuje się tikkun olam („naprawianie świata”).
Jednak
Majmonides pisał już w XII wieku: „Jak długo zajmujesz się wiedzą
matematyczną i logiką, należysz do tych, którzy chodzą dookoła murów
zamku, szukając bramy. Jednak gdy zakończysz już swoje studia nad
naukami ścisłymi i dotyczącymi natury i rozpoczniesz studia nad
metafizyką – wejdziesz na wewnętrzny podwórzec zamku i będziesz w tym
samym domu z Królem (Bogiem)”
Bo
nauka i jej rezultaty to tylko narzędzia. To, w jaki sposób nauka i
osiągnięcia naukowe zostaną wykorzystane przez człowieka, jest poza nią
samą i stanowi wyzwanie nie dla systemów logicznych, ale dla systemów
etycznych, w których już nie fizyka, ale właśnie metafizyka odgrywa
zasadniczą rolę.
/the 614 Community/Paweł Jędrzejewski/