
Wajece, Rdz 28,10 – 32,3
Wajece – „i opuścił” Jakub Beer Szewę, udając się do Haranu.
Opuścił dom rodzinny, udając się, by założyć swój dom. Ale ta podróż jest czymś
więcej – podobnie jak ongiś droga Abrahama. U początku swej drogi śni sen o
drabinie, której szczyt sięga nieba, a wstępowali po niej i zstępowali
aniołowie-wysłannicy Boga. A sam Wiekuisty we śnie powtarza obietnicę złożoną
Abrahamowi i Izaakowi, obietnicę ziemi i licznego potomstwa.
Jakub nie budzi
się z owego snu pokrzepiony, lecz zdjęty trwogą. Nie wiedział, w jakim miejscu
ułożył się na spoczynek. W miejscu Boga – niekiedy Bóg bywa określany właśnie
MAKOM – miejsce. Jakub drży, ale podejmuje swoją misję i idzie dalej na
spotkanie losowi.
Spotyka tę, którą pokochał od pierwszego wejrzenia. To
spotkanie jest zgoła niezwykłe: „pocałował Jakub Rachelę i głośno zapłakał”
(29,10). Nie wiemy czemu w Jakubie zakipiały emocje tak, że je uzewnętrznił
wobec obcej przecież osoby. Dopiero później dowiadujemy się, że Rachela była
„urodziwa i piękna” (17). Wyobrażamy sobie, że Jakub, ulubieniec swojej matki,
przy niej chowany, przez nią hołubiony, opuścił dom jako człowiek miękki, nie
zahartowany przez życie. Okazuje to, co czuje, nie wie jeszcze, że czasem
trzeba się otoczyć pancerzem.
Jakże łatwo będzie Labanowi go oszukać i podsunąć mu starszą
córkę Leę zamiast ukochanej Racheli. A przecież to za nią zapłacił siedmioma
latami ciężkiej służby u wuja-przyszłego teścia. Tylko czemu nie poprosił o jej
rękę od razu? Zabrakło odwagi? Nie wierzył w to, że zasługuje na nią? W
rozmowie z Labanem opowiedział mu „o wszystkim, co zaszło” (29, 13). Czy na
pewno? Chyba tak, skoro Laban powiada: „Zaiste, tyś jest kością moją i ciałem
moim”. Ty oszukałeś podstępnie, i ja to uczynię – tak można by zrozumieć słowa
Labana.
Ma dwie córki – jedną piękną i młodszą. Druga – starsza –
miała „bezbarwne oczy”. Cylow tłumaczy – „mdłe”. Cóż to oznacza? Czy jej oczy
zaszły mgłą, jak oczy Izaaka? Dlaczego?
W midraszu Bereszit Raba (70,16) rabi Jochanan wyjaśnia, że
w istocie córki Labana miały poślubić synów Rebeki. Lea miała się dowiedzieć,
że jej przypadnie w udziale nieokrzesany Ezaw i wypłakała sobie oczy. Rabi Huna
jednak dodaje, że wielka musiała być siła modlitwy Lei, skoro zdołała uniknąć
swego losu. A jednak jej oczy już nigdy nie były takie jak przedtem.
Skoro nie ma Ezawa – obu córkom musi wystarczyć jeden mąż.
Warto zauważyć, że jest to całkowicie sprzeczne z przepisem z Kpł 18,18, który
stanowi, że nie można poślubić siostry żony, jeszcze za życia tej żony. Czy
dlatego, że to właśnie z tych kobiet i z tego mężczyzny ma się narodzić
dwanaście plemion Izraela.
W ludzkim, społecznym wymiarze nie jest to łatwe. Dwie
kobiety zależne od łaski i niełaski jednego mężczyzny. Wiekuisty sprawiedliwie
dzieli swoje łaski – Lea jest płodna, lecz nie ma miłości swego męża. Rachelę
mąż kocha, jednak nie ma dzieci.
Subtelną grę miłości i zazdrości siostrzanej odsłaniamy
zarówno poprzez Torę, jak i midrasze. Jak to było z tymi zaślubinami i nocą
poślubną? Czy przez siedem lat Jakub nie nauczył się odróżniać ruchów, gestów,
sylwetek obu sióstr? Mamy poprzestać na stwierdzeniu: „nazajutrz rano okazało
się, że była to Lea” (29,25). Nawet jeśli uwierzymy w to, że niepraktyczny
Jakub nie rozpoznał poślubionej mu kobiety, to przecież same dziewczęta musiały
o wszystkim wiedzieć! Midrasz Ejcha Raba wyjaśnia, że Rachela wiedziała o
wszystkim, ale że kochała Leę i nie chciała, by czuła się upokorzona reakcją
Jakuba w chwili, gdy się przekona, że to nie z Rachelą obcuje. Zatem układa się
pod łóżkiem i przemawia swoim słodkimi słowami do ukochanego, który ogarnięty
namiętnością daje się zwieść głosowi.
Lea rodzi zrazu czterech synów, jednego po drugim: Rubena,
Symeona, Lewiego i Judę – to ona nadaje im imiona, a czynności to, jak wiemy,
bardzo istotna w Torze. Imię ma wyrażać esencję danego człowieka, a w tym
przypadku każdy syn ma nieść w sobie nadzieję na miłość Jakuba.
„Rachela zaś, widząc, że nie urodziła Jakubowi dzieci,
zazdrościła swej siostrze i rzekła do Jakuba: Spraw, abym miała dzieci, bo
jeśli nie, to wypadnie mi umrzeć” (30,1). Jakub, który „kochał Rachelę bardziej
niż Leę”, wydaje się głuchy na ból żony, gdyż gniewnie replikuje: „Czy ja
jestem Bogiem, który odmówił ci potomstwa”. To Wiekuisty daje dzieci, ja nic na
to nie poradzę – zdaje się mówić mąż. Ale czy tak mówi Jakub, który kocha
Rachelę? A może sercem przeczuwa, że – o ironio losu! – będzie odwrotnie.
Rachela umrze przy narodzinach drugiego syna.
Tak naprawdę Rachela mówi: „jeśli nie [będę miała dzieci] –
jestem martwa”. Będzie tak, jakby nigdy nie żyła – nie będzie miała
historii, nie da niczemu początku. Rachela stosuje więc sposób Sary – daje
Jakubowi swoją służącą Bilhę (podobnie zresztą jak Lea – Zilpę) jako
„surogatkę”. „Na jej kolanach” będzie mógł się urodzić syn. Obie służące rodzą
synów, a potem rodzi Rachela i Lea – po przerwie odzyskuje płodność. Jest tak,
jakby użyły biologicznego katalizatora. A może to było tak, jak się zdarza i
dziś – małżeństwo przez wiele lat bezdzietne adoptuje dziecko, po czym kobieta,
jak gdyby uwolniona z pułapki własnej fizjologii, zachodzi w ciążę i pomyślnie
rodzi dziecko.
Minęło dwadzieścia lat – Jakub chce odejść z żonami,
konkubinami, z dziećmi i własnym, całkiem pokaźnym majątkiem. Tak mu nakazuje
Wiekuisty, znów we śnie. Rachela, już jako matka Józefa, i Lea, matka sześciu
synów i córki Diny, pogodzone ze sobą i z losem nie chcą zostać u Labana.
Protestują głośno przeciwko niesprawiedliwości, jakiej zaznały: „Czy nie
byłyśmy uważane przez niego za obce, skoro nas sprzedał i zużył dla siebie
uzyskane za nas pieniądze?” (31,15). A jednak nie odchodzą z pustymi rękami.
Rachela kradnie ojcu terafim, czyli bożki domowe. Dlaczego? Cóż znaczyły dla
niej pogańskie bożki? I dlaczego nie przyznaje się do tego ojcu, który szuka
ich gorączkowo? Może mają rację współcześni badacze, którzy uważają, że Rachela
czuła, iż władza ojcowska jakoś jest związana z tymi bożkami, może chciała tej
władzy uszczknąć, skoro miała jej tak niewiele? Rachela „ukradła bożki”, a w
następnym wersie czytamy, że Jakub zmylił (dosłownie ukradł serce) Labana, „bo
nie powiedział, że chce uciec” (31,20).
Laban dogania całą karawanę i żąda zwrotu bożków – Jakub nic
nie wie o tym, że bożki zabrała Rachela, ale z wielką pewnością siebie powiada:
„ten, u którego znajdziesz bożki swoje, niech umrze!” (31,32). Rachela jest
zdecydowana nie oddawać bożków/władzy, więc wkłada bożki pod siodło wielbłąda i
siada na nich, po czym powiada ojcu, że nie może wstać na jego powitanie, gdyż
ma „dolegliwość kobiecą”. Nie mogła wybrać lepiej – to wystarczyło, by speszyć
Labana. Jej „dolegliwość” okazała się jej siłą, a przyczynę separacji i
wykluczenia obróciła na swoją korzyść. Terafim się przydały.
Jakub i Laban rozstają się w zgodzie. I oto znów pojawiają
się aniołowie Boży. Towarzyszyli mu na początku drogi, a teraz wyznaczyły kres
jego wędrówki. Czeka go jeszcze najważniejsza próba…
Wykład Belli Szwarcman-Czarnoty Z cyklu: Kobiety żydowskie