Na
pierwszy rzut oka jest to książka o architekturze, technologii budowy
domów i cegłach. Czy coś takiego może poruszać czytelników? Może,
zwłaszcza jeśli dotyczy Muranowa, dzielnicy, w której cegły powstały z
ludzkiego cierpienia.
Historia
Muranowa, Dzielnicy Północnej, miejsca-po-getcie, to coś, czego nie da
się w prosty sposób opowiedzieć. To wiele historii, które splatają się w
jedną całość. Muranów, który w założeniu jego projektantów miał stać
się osiedlem-pomnikiem, tej roli chyba jednak nie spełnił. Dla wielu
mieszkańców jest raczej plastrem naklejonym na dawną ranę. Plastrem,
spod którego niewiele już widać
Niektórzy
mieszkańcy, pytani o getto, odpowiadają, że tu go nie było, że było ono
gdzieś indziej, dalej, ale na pewno nie tu gdzie oni teraz mieszkają.
Inni z kolei wiedzą, co znajduje się pod ich stopami. Głęboko pod ziemią
spoczywają resztki dawnego świata, który tylko w wyjątkowych sytuacjach
próbuje o sobie przypomnieć, ale na stałe już nie wróci.
Po getcie nie
zostało prawie nic. Chodząc dzisiejszymi ulicami Muranowa, nie sposób
wyobrazić sobie jak to miejsce wyglądało przed wojną. Jest zupełnie
inne. Stary Muranów wymazano z map i zastąpiono go nowym, lepszym,
ładniejszym. Okazuje się jednak, że jeśli w danym miejscu przed wojną
stała apteka, to dziś również tam się znajduje chociaż w nowym budynku.
Jeśli gdzieś był fryzjer, z dużym prawdopodobieństwem znów tam będzie.
Tam gdzie władza zamykała „podejrzany element”, dziś lubią zbierać się
podejrzane typy z okolicy. Te same miejsca przyciągają podobnych ludzi.
Tyle że nie są to już Żydzi. Najlepszym dowodem na tę mistykę
przyciągania jest historia powstania nazwy Muranów. „Pierwsze getto dla
ludności żydowskiej powstało w Wenecji, dając początek nowemu
zastosowaniu wyrazu il geto lub ghetto, oznaczającemu dotąd hutę metalu,
odlewnię, zlokalizowaną z dala od reprezentacyjnego centrum miasta. Tak
jak wyspa Ghetto Nouvo, zawdzięczająca swą nazwę hucie (…). Na
północny wschód od Ghetto Nouvo leży wyspa Murano, żelazny punkt
programu tysięcy turystów odwiedzających Wenecję.” Mieszkający na tej
wyspie Simone Giuseppe Bellotti, architekt i przedsiębiorca budowlany, w
XVII wieku przyjechał do Polski i osiadł w Warszawie. Spodobały mu się
tereny na północy miasta i w 1668 roku zbudował tu pałac pod nazwą
Murano. Nie pozostał po nim żaden ślad, bo szybko zaczęły go wchłaniać
powstające w pobliżu budynki. Ale została nazwa. I późniejsze getto.
Jednym z
najważniejszych wydarzeń powojennego Muranowa było odsłonięcie pomnika
Bohaterów Getta autorstwa Natana Rappaporta. „Kiedy Mordechaj Anielewicz
dostaje pośmiertnie Krzyż Grunwaldu drugiej klasy, nie wiadomo, czy
uzyskał go jako przywódca powstania, członek Haszomer Ha-Cair, czy może
zwolennik emigracji. Każdy chciałby go mieć dla siebie. Syjoniści
zachęcają, by wyjeżdżać do Palestyny, i dowodzą, że walczący w getcie
bili się też o własne państwo. Bundowcy oponują, że to nieprawda, a
komuniści organizują po swojemu żydowskie życie w kraju.” Jednak po
kilku latach „kiedy cała Polska śledzi doniesienia o tym, jak w bólach
rodzi się nowy Muranów, znika polski Bund, najbardziej przeciwna
emigracji partia żydowska, a rząd ogłasza jednorazową możliwość wyjazdu
do nowego państwa Izrael – władze nie będą stawiać przeszkód, jeśli ktoś
zechce z niej skorzystać. Bez prawa powrotu. Walizki spakuje blisko
trzydzieści tysięcy osób – 'obywateli polskich narodowości żydowskiej’.
Wśród nich rabin Dawid Kahane, który odprawiał pierwsze nabożeństwo pod
pomnikiem Bohaterów Getta. (…) Resztki żydowskiego Muranowa,
przekopane w poszukiwaniu domniemanych skarbów, są tylko zawadą na
drodze ku Nowemu Wspaniałemu Światu.”
Mieszkańcy
Warszawy i okolicznych miejscowości przyjeżdżali na Muranów po cegły.
Po wojnie stolica była zniszczona, brakowało wszystkiego. Aby odbudować
swoje domy, brało się materiały z Muranowa. Tam przecież dawni
właściciele już nie wrócą. Szybko jednak zaczęto szukać tam również
skarbów, złota pozostawionego przez żydowskich mieszkańców. Szabrownicy
szybko przenieśli się na cmentarz żydowski przy Okopowej. Wyciągali
dawno pochowane tu ciała, aby sprawdzić, czy nie mają chociaż złotych
zębów. Ten cmentarz wspomina też Kamil Sipowicz. „Chadzaliśmy tam na
papierosa i alpagę. Czasem czyta się, że ktoś na Muranowie zaginął. Otóż
zdradzę ci tajemnicę, gdzie najłatwiej zaginąć. Okopowa 49/51. Na tym
cmentarzu, w największym gąszczu, jest na przykład właz, głęboki na
dziesięć metrów. Wpadniesz – i już cię nie ma. Pójdzie na przykład para
uprawiać seks w krzakach – i po nich. Nikt ich nie znajdzie, zresztą
szczury od razu zeżrą.”Muranów to
nie tylko budynki powstałe z cegieł wymieszanych z ludzkimi szczątkami.
Muranów to historie ludzi, którzy tu mieszkają; to opowieści o
odkrywaniu lub wypieraniu prawdy o tragicznej przeszłości; to w końcu
setki sposobów na oswojenie miejsca-po-getcie. Albo zrobienie z niego w
swojej świadomości czegoś zupełnie innego, czegoś zwykłego.
Beata Chomątowska „Stacja Muranów”, wyd. Czarne
Katarzyna Markusz