
Kiedy byłem dzieckiem Jom Kipur posiadał zawsze dla mnie
specjalny radosny aspect, związany z tym, że ponieważ chodziłem do żydowskiej
szkoły, tego dnia miałem dzień wolny. Radość z nie pójścia do szkoły
przyciemniona była przez to, że trzeba było pościć, a co gorsze, spędzić cały
dzień w Synagodze. Kiedy dorosłem, sprawy nie zmieniły się na lepsze, musiałem
brać dzień wolny na uniwersytecie, a następnie nadrobić zaległą pracę. A
wszystko to po to, bym mógł spędzić głodny dzień w Synagodze.