Gmina Wyznaniowa Żydowska w Poznaniu

Kehilat Poznań קהילת פוזנן

POZNAŃ, UL. STAWNA 10 י״ג בחשוון תשפ״ז 24 października 2026

Pełna treść (po polsku) wystąpienia premiera Netanjahu w ONZ

Zapis
filmowy oraz treść wystąpienia premiera Benjamina Netanjahu przez Zgromadzeniem
Ogólnym ONZ w Nowym Jorku.

Nasze
tłumaczenie /Izrael.org.il/całego wystąpienia na język polski pod klipem.

Czuję się głęboko zaszczycony, że mam przywilej
stanąć tutaj dzisiaj przed państwem jako przedstawiciel obywateli Państwa
Izrael. Jesteśmy starożytnym narodem. Nasza historia sięga 4000 lat wstecz do
Abrahama, Izaaka i Jakuba. Nadal przemierzamy czas. Pokonaliśmy największe
przeciwności losu.

Odtworzyliśmy
nasze niepodległe państwo w naszej rodowej kolebce – Ziemi Izraela.

Odyseja narodu
żydowskiego przez historię nauczyła nas dwóch rzeczy: nigdy nie należy tracić
nadziei i zawsze trzeba mieć się na baczności. Nadzieja wytycza przyszłość.
Czujność tę przyszłość zabezpiecza.

Obecnie naszym
nadziejom związanym z przyszłością zagraża Iran uzbrojony w broń atomową, który
chce doprowadzić do naszego unicestwienia. Jednak chcę Państwu powiedzieć, że
nie zawsze tak to wyglądało. Jakieś 2500 lat temu perski król Cyrus położył
kres wygnaniu Żydów uwięzionych w Babilonii. Król Cyrus wydał sławny edykt, w
którym stwierdził, że Żydzi mają prawo powrotu do Ziemi Izraela, a także do
odbudowania żydowskiej Świątyni w Jerozolimie. To była perska decyzja. I tak
zaczęła się historyczna przyjaźń między Żydami a Persami, która trwała aż do
czasów współczesnych.

Jednak w 1979 r.
radykalny reżim w Teheranie starał się podeptać tę przyjaźń. I w czasie gdy ten
reżim był zajęty druzgotaniem nadziei Irańczyków na demokrację, to zawsze
jednocześnie skandował „śmierć Żydom”.

Dzisiaj, od
tamtego przewrotu, prezydenci Iranu przychodzili i odchodzili. Niektórzy z nich
byli uważani za umiarkowanych, a niektórzy za twardogłowych. Wszak oni wszyscy
zawsze służyli temu samemu bezwzględnemu credo, które jest związane z prawdziwym
ośrodkiem władzy w Iranie – dyktatorowi nazywanemu Najwyższym Przywódcą.
Najpierw był nim ajatollah Chomeini, a teraz Najwyższym Przywódcą jest
ajatollah Chamenei.

Prezydent
Ruhani, jak i jego poprzednicy na tym stanowisku, jest lojalnym sługą reżimu.
Ruhani był jednym z sześciu kandydatów, których wyznaczył reżim. Zobaczcie,
prawie 700 pozostałym kandydatom nawet nie pozwolono kandydować.

Co sprawiło, że
Ruhani zyskał akceptację? Cóż, Ruhani stał na czele Irańskiej Rady
Bezpieczeństwa od 1989 do 2003 r. W tym okresie pachołkowie Iranu mordowali
liderów opozycji w restauracji w Berlinie. Zamordowali 85 osób w żydowskim
centrum w Buenos Aires. Zabili 19 amerykańskich żołnierzy przez wysadzenie Wież
Khobar w Arabii Saudyjskiej.

I my mamy
uwierzyć, że Ruhani, doradca bezpieczeństwa narodowego w tym czasie, nic o tych
atakach nie wiedział?

Oczywiście, że
wiedział. Tak samo jak inni szefowie irańskiej bezpieki 30 lat temu dokładnie
wiedzieli o bombowych atakach w Bejrucie, które zabiły 241 amerykańskich
marines i 58 francuskich spadochroniarzy.

Ruhani był
również głównym irańskim negocjatorem ds. nuklearnych w latach 2003 – 2005. To
on był twórcą strategii, która umożliwiła Iranowi rozwinięcie programu budowy
bomby atomowej w zasłonie dymnej składającej się z dyplomatycznych wysiłków i
bardzo uspokajającej retoryki.

Teraz już
wiem… Ruhani wcale nie brzmi jak Ahmadineżad, ale w kwestii irańskiego
programu budowy broni atomowej, to jedyna różnica między nimi jest taka:
Ahmadineżad był wilkiem w stroju wilka, a Ruhani jest wilkiem w owczej skórze.
Ruhani jest takim wilkiem, który myśli, że może mydlić oczy społeczności
międzynarodowej.

Cóż, tak jak
każdy inny, chciałbym uwierzyć w słowa Ruhaniego, ale musimy patrzeć na czyny
Iranu. I jest cyniczny kontrast, niezwykła sprzeczność między słowami Ruhaniego
a postępkami Iranu, co jest bardzo alarmujące. Ruhani stał na tym podium w
zeszłym tygodniu i wychwalał irańską demokrację. Jednak reżim, który
reprezentuje, morduje opozycjonistów setkami, a zamyka ich w więzieniach
tysiącami.

Ruhani mówił o
„tragedii humanitarnej w Syrii”, ale Iran bezpośrednio u boku Asada
bierze udział w mordach i masakrach na dziesiątkach tysięcy niewinnych
mężczyzn, kobiet i dzieci w Syrii. Irański reżim czynnie wspiera reżim syryjski,
który użył broni chemicznej przeciwko własnemu narodowi.

Ruhani potępił „eskalację plagi
terroryzmu”. Jednak tylko przez ostatnie 3 lata Iran nakazał,
zaplanował lub przeprowadził ataki terrorystyczne w 25 miastach na pięciu
kontynentach.

Ruhani potępił
„próby zmieniania regionalnego układu sił przez pośredników”. Jednak
Iran aktywnie destabilizuje Liban, Jemen, Bahrajn i wiele innych
bliskowschodnich krajów.

Ruhani obiecuje
„konstruktywny dialog z innymi krajami”, ale 2 lata temu irańscy
agenci próbowali zamordować ambasadora Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie. I 3
tygodnie temu został aresztowany irański agent, który próbował zbierać
informacje w celu przeprowadzenia ataków przeciwko amerykańskiej placówce
dyplomatycznej w Tel Awiwie. Taki to konstruktywny dialog…

Chciałbym
potrafić dać się ponieść zaproszeniu Ruhaniego, żeby nadawać na jego falach –
świata bez przemocy i ekstremizmu. Jednak jedyne fale, które Iran tworzył przez
ostatnie 30 lat, to były fale przemocy i terroryzmu, które się rozlały w
regionie i na świecie.

Panie i panowie,
chciałbym uwierzyć Ruhaniemu, ale mu nie wierzę, bo niezbite fakty są
niezbitymi faktami, a dzikie dokonania Iranu przeczą kojącej retoryce
Ruhaniego.

W ostatni
piątek Ruhani zapewniał, że w ich dążeniach do rozwoju programu nuklearnego
Iran nigdy nie oszukiwał i niczego nie ukrywał. Cóż, w 2002 r. Iran został
złapany na gorącym uczynku w czasie budowania podziemnych wirówek w Natanz. I w
2009 r. Iran został znowu nakryty na budowaniu potężnego podziemnego centrum
nuklearnego do wzbogacania uranu pod górą blisko miasta Kom.

Ruhani nam mówi,
że nie trzeba się martwić. Zapewnia nas, że to wcale nie jest robione, żeby
zbudować broń atomową. I ktoś z państwa w to wierzy? Jeśli ktoś w to wierzy, to
tutaj jest kilka pytań, które warto zadać. Dlaczego kraj, który twierdzi, że
chce tylko pokojowej energii atomowej, buduje ukryte pod ziemią zakłady
wzbogacania uranu?

Dlaczego kraj,
który ma ogromne złoża naturalnej energii inwestuje miliardy w rozwój energii
atomowej? Dlaczego kraj, który rzekomo chce tworzyć cywilny program energii
atomowej, nadal próbuje kontestować rozliczne rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ
oraz ściąga na siebie dotkliwe sankcje, które rujnują mu gospodarkę?

I dlaczego kraj
z pokojowym programem nuklearnym miałby tworzyć międzykontynentalne rakiety
balistyczne, których jedynym celem jest przenoszenie głowic jądrowych? Nie
buduje się takich rakiet, żeby przenosiły trotyl tysiące mil dalej. Buduje się
je w jednym celu: żeby przenosiły głowice jądrowe. Iran buduje takie rakiety
balistyczne. Zdaniem USA te rakiety będą mogły dolecieć do Nowego Jorku już za
3 albo 4 lata. 

Dlaczego oni
robią to wszystko? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Iran nie tworzy
pokojowego programu nuklearnego, ale buduje bomby atomowe. Tylko w minionym
roku Iran wzbogacił 3 tony uranu do 3,5% i podwoił swoje zapasy wzbogaconego
uranu 20% i dobudował tysiące nowych wirówek, a niektóre z nich są bardzo
nowoczesne. Iran kontynuuje prace nad reaktorem ciężkiej wody w Araku. Wszystko
po to żeby stworzyć sobie dodatkową możliwość zdobycia bomby za pomocą plutonu.
Chcę podkreślić, że od wyboru Ruhaniego bez wytchnienia kontynuowany jest ten
ogromny wysiłek.

Panie i panowie,
podziemne zakłady nuklearne, reaktory wody ciężkiej, nowoczesne wirówki,
międzykontynentalne rakiety balistyczne. Wcale nie jest tak trudno, żeby
znaleźć dowody na to, że Iran realizuje program budowy broni atomowej. Trudno
znaleźć dowody, że tak nie jest.

W zeszłym
roku, kiedy przemawiałem tutaj, to narysowałem czerwoną linię. Iran bardzo
uważał, żeby jej nie przekroczyć. Jednak Iran mówi, że przekroczy tę linię w
przyszłości, kiedy będzie miał na to ochotę. Iran chce być w sytuacji, że
będzie mógł w każdej chwili wybudować bombę i to zanim społeczność
międzynarodowa będzie mogła to wykryć i temu zapobiec.

Iran ma jeden
wielki problem i ten problem można ująć jednym słowem: sankcje. Przekonywałem
przez wiele lat, również na tym podium, że jedyna pokojowa droga, żeby
uniemożliwić Iranowi zbudowanie broni atomowej, to połączenie ostrych sankcji
razem z wiarygodną groźbą interwencji militarnej. I ta polityka przynosi owoce.
Dzięki wysiłkowi wielu państw (wielu tutaj reprezentowanych) i pod
kierownictwem amerykańskim, te sankcje mocno nadszarpnęły irańską gospodarkę.

Spadły dochody
ze sprzedaży ropy naftowej. Waluta się załamała. Banki są pod dużą presją, żeby
transferowały pieniądze. I w efekcie reżim jest pod ogromną presją ze strony
Irańczyków, którzy chcą złagodzenia lub wycofania sankcji.

To właśnie
dlatego Ruhani został wybrany. To dlatego ruszył ze swoją ofensywą uroku
osobistego. Bez wątpienia chce cofnięcia sankcji, ja to państwu gwarantuję.
Jednak on nie chce wyrzec się w zamian programu budowy broni atomowej przez
Iran.

Na czym
polega jego strategia, żeby to osiągnąć? Po pierwsze dużo się uśmiechać, bo to
nic nie kosztuje. Po drugie składać gołosłowne deklaracje o pokoju, demokracji
i tolerancji. Po trzecie oferować nieznaczne ustępstwa, które w zamian mają dać
zniesienie sankcji. I po czwarte, najważniejsze, zapewnić Iranowi wystarczającą
ilość materiałów nuklearnych i wystarczającą infrastrukturę, żeby stworzyć
bombę w wybranym przez siebie czasie.

Wiecie państwo
dlaczego Ruhani uważa, że ta ucieczka może mu się udać? To podstęp i sztuczka.
I dlaczego on myśli, że mu się powiedzie? Dlatego, że już mu się kiedyś udało,
bo jego strategia polegająca na dużej ilości wypowiadanych słów i małej ilości
czynów wyszła mu w przeszłości.

On się nawet tym
przechwala. Oto co napisał w swojej książce z 2011 roku, która mówi o jego
pracy jako głównego negocjatora ds. nuklearnych: „kiedy przemawialiśmy do
Europejczyków w Teheranie, to instalowaliśmy sprzęt w Isfahanie”.

Dla tych, którzy
się nie orientują: zakłady w Isfahan są nieodłączną częścią irańskiego programu
budowy broni atomowej. To właśnie tam rudy uranu, potocznie nazywane
„żółtym ciastem” (nazwa półproduktu otrzymywanego w trakcie obróbki
rud uranu), przekształcane są we wzbogacony uran. Ruhani się chwalił, że
„dzięki spokojnym warunkom pracy mogliśmy skończyć prace w
Isfahanie”. On już raz oszukał świat. A teraz myśli, że może to zrobić po
raz drugi.

Widzą państwo,
Ruhanie myśli, że może mieć żółte ciasto i także je zjeść. Jest jeszcze inny
powód, który sprawia, że on myśli, że może mu się udać. Ten powód nazywa się
„Korea Północna”.
Podobnie jak Iran, Północna Korea także mówiła,
że jej program atomowy jest pokojowy i oferowała bezwartościowe ustępstwa i
puste obietnice w zamian za zmniejszenie sankcji.

W 2005 r.
Korea Północna zgodziła się na umowę, która była fetowana na świecie przez
wielu ludzi dobrej woli.
Oto co napisał wtedy dziennik New York Times w
swoim tekście odredakcyjnym: „przez lata decydenci polityki zagranicznej
wskazywali na Koreę Północną jako na straszny koszmar – zamkniętą, wrogą i
paranoiczną dyktaturę z agresywnym programem nuklearnym. Bardzo niewielu
spodziewało się takiego pozytywnego wyniku – Północna Korea zdecydowała się w
tym tygodniu na rozmontowanie swojego programu broni atomowej i powrót do
układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, trzymanie się traktatu i
wpuszczanie międzynarodowych inspektorów. Dyplomacja jednak przynosi
efekty”.

Panie i
panowie, rok później Północna Korea zdetonowała swój pierwszy ładunek jądrowy.

I zagrożenie ze
strony Korei Północnej blednie w porównaniu z zagrożeniem ze strony Iranu
uzbrojonego w taką broń. Iran uzbrojony w broń atomową trzymałby za krtań
największe światowe złoża energii. To by spowodowało rozprzestrzenianie się
broni masowego rażenia na całym Bliskim Wschodzie i zamieniło najbardziej
niestabilną część naszej planety w nuklearne krzesiwo. Po raz pierwszy w
historii nuklearny terroryzm stałby się realnym zagrożeniem. Bliskowschodni
Iran uzbrojony w atom nie byłby wcale kolejną Koreą Północną. To by oznaczało
50 kolejnych Korei Północnych.

Wiem, że
niektórzy członkowie społeczności międzynarodowej myślą, że wyolbrzymiam to
zagrożenie. Oczywiście, oni wiedzą, że irański reżim skanduje „śmierć
Ameryce”, „śmierć Izraelowi”. Wiedzą, że Iran obiecuje wymazać
Izrael z mapy, ale uważają, że ta dzika retoryka jest robiona na irański użytek
wewnętrzny.

Czy oni niczego
nie nauczyli się z historii? Ostatni wiek nauczył nas, że kiedy radykalny reżim
o globalnych ambicjach otrzymuje ogromną moc, to prędzej czy później jego
apetyt na agresję staje się bezgraniczny.

To jest
główna lekcja z XX wieku. I my nie możemy jej zapomnieć. Świat być może już tę
lekcję zapomniał. Żydzi jej nie zapomnieli.

Irański fanatyzm
to nie są czcze przechwałki. To się dzieje naprawdę. Fanatyczny reżim nigdy nie
powinien mieć możliwości, żeby uzbroić się w broń atomową. Wiem, że świat jest
zmęczony wojną. My w Izraelu znamy aż za dobrze cenę wojny. Historia
nauczyła nas: żeby nie mieć wojny jutro, trzeba być twardym już dzisiaj.

I tutaj
pojawia się pytanie – czy wysiłki dyplomatyczne mogą uwolnić nas od tego
zagrożenia? Cóż, jedyna dyplomacja, która może zadziałać, to całkowite
zlikwidowanie irańskiego programu nuklearnego i zapobieżenie mu w przyszłości.

Prezydent Obama
miał rację, kiedy powiedział, że pojednawcze słowa płynące z Iranu muszą iść w
parze z jasnymi, weryfikowalnymi i znaczącymi czynami. Ale żeby tak się stało,
to Iran musi zrobić 4 rzeczy. Po pierwsze wstrzymać wzbogacanie uranu. Do tego
wzywają liczne rezolucje rady Bezpieczeństwa. Po drugie usunąć ze swojego
terytorium zapasy wzbogaconego uranu. Po trzecie rozmontować infrastrukturę do
podziemnych wybuchów, także podziemny kompleks w mieście Kom i nowoczesne
wirówki w Natanz.

A po czwarte
zatrzymać wszelkie prace przy reaktorze ciężkiej wody w Araku, który służy do
produkcji plutonu. Te kroki położyłyby kres irańskiemu programowi atomowemu i wyeliminowały
jego zdolność do przeprowadzenia wybuchu.

Są i tacy,
którzy są gotowi się zgodzić zostawić Iran ze zdolnością wzbogacania uranu.
Radzę im bardziej zainteresować się słowami Ruhaniego, które wypowiedział
podczas mowy dla irańskiej Naczelnej Rady Rewolucji Kulturalnej w 2005 r. Oto
co powiedział: „kraj, który może wzbogacić uran do 3,5% może również
wzbogacić uran do 90%. Jeśli się ma dobry cykl paliwowy, to można stworzyć broń
atomową”. Dokładnie. To właśnie dlatego irański program budowy broni
atomowej musi być całkowicie i w sprawdzalny sposób rozmontowany. I dlatego
nasza presja na Iran musi być kontynuowana.

Oto co
społeczność międzynarodowa musi zrobić: po pierwsze utrzymać sankcje. Jeśli
Iran pójdzie do przodu z programem nuklearnym podczas negocjacji, to sankcje
trzeba zaostrzyć.

Po drugie nie
zgadzajmy się na półśrodki. Taka warunkowa umowa by zniosła sankcje
międzynarodowe, których wprowadzenie zajęło lata, a kosmetyczne ustępstwa Iran
może odwołać w kilka tygodni.

Po trzecie sankcje
można znieść dopiero wtedy, kiedy Iran całkowicie rozmontuje swój program
nuklearny. Moi przyjaciele, społeczność międzynarodowa niemal pokonała Iran.
Jeśli chcecie zlikwidować irański program nuklearny w pokojowy sposób, to nie
zmniejszajcie presji. Kontynuujcie ją.

Wszyscy chcemy
dać szansę dyplomatycznemu rozwiązaniu, ale w przypadku Iranu działa zasada: im
większa presja, tym większa szansa powodzenia. 30 lat temu prezydent Ronald
Reagan wypowiedział słynne słowa: ufaj, ale sprawdzaj. W przypadku Iranu moja
rada brzmi: nie ufaj, likwiduj program nuklearny i sprawdzaj.

Panie i
panowie, Izrael nigdy nie pogodzi się z bronią atomową w rękach nikczemnego
reżimu, który z uporem obiecuje, że wymaże nas z mapy. Przeciwko takiemu
zagrożeniu Izrael będzie musiał się bronić.

Chciałbym być
dobrze zrozumiany. Izrael nie pozwoli Iranowi na zdobycie broni atomowej. Jeśli
Izrael będzie pozostawiony sam sobie, to będzie działał sam. Ale nawet jeśli
będziemy sami, to ze świadomością, że bronimy też wielu, wielu innych.

Niebezpieczeństwa
wynikające z atomowego Iranu i pojawienie się nowych zagrożeń w naszym regionie
sprawiło, że wielu naszych arabskich sąsiadów w końcu zrozumiało, że Izrael nie
jest ich wrogiem. To daje nam możliwość, żeby pokonać historyczne niechęci i
zbudować nowe związki, nowe przyjaźnie i nowe nadzieje.

Izrael cieszy
się z dialogu z szerszym arabskim światem. Mamy nadzieję, że nasze wspólne
interesy i wspólne wyzwania pomogą nam wykuć pokojową przyszłość. Izrael nadal
szuka historycznego kompromisu z naszymi palestyńskimi sąsiadami, który skończy
nasz konflikt raz na zawsze. Chcemy pokoju opartego na bezpieczeństwie i
wzajemnym uznaniu, w którym zdemilitaryzowane państwo palestyńskie uzna
żydowskie Państwo Izrael. Pozostaję oddany osiągnięciu tego historycznego
pogodzenia się i budowania lepszej przyszłości tak dla Izraelczyków, jak i
Palestyńczyków.

Nie mam złudzeń,
że nie będzie to proste do osiągnięcia – 20 lat temu zaczął się proces pokojowy
między Izraelem a Palestyńczykami. Sześciu izraelskich premierów, w tym ja, nie
odniosło sukcesu w doprowadzeniu do pokoju z Palestyńczykami. Moi poprzednicy
byli gotowi na bolesne ustępstwa. Ja też jestem gotowy. Ale póki co przywódcy
palestyńscy nie byli gotowi zaoferować bolesnych ustępstw, które muszą zrobić,
żeby zakończyć ten konflikt.

Palestyńczycy
muszą uznać w końcu żydowskie państwo, a potrzeby bezpieczeństwa Izraela muszą
być zaspokojone. Bez tego nie będzie pokoju.

Jestem
przygotowany na historyczne kompromisy na rzecz trwałego i prawdziwego pokoju,
ale nigdy nie będę szedł na kompromis w kwestii bezpieczeństwa mojego narodu,
jednego jedynego żydowskiego państwa.

Panie i
panowie, pewnego chłodnego dnia w XIX wieku mój dziadek Natan i jego młodszy
brat Jehuda stali na stacji kolejowej w sercu Europy. Zobaczyli ich miejscowi
antysemiccy menele i lecieli na nich z kijami krzycząc „śmierć
Żydom”.

Dziadek kazał
młodszemu bratu uciekać i się ratować, a wtedy on stanął sam przeciwko tłumowi,
żeby ich zatrzymać. Został okrutnie pobity i zostawiony na pewną śmierć. I
zanim zemdlał zalany krwią powiedział do siebie: „co za hańba, co za
hańba, potomkowie Machabeuszy leżą w błocie i nie mają siły, żeby się
bronić”.

Obiecał sobie,
że jeśli przeżyje, to zabierze swoja rodzinę do żydowskiej ojczyzny, żeby móc
budować lepszą przyszłość dla narodu żydowskiego. Stoję tutaj dzisiaj jako
premier Izraela, bo mój dziadek dotrzymał tej obietnicy.

I bardzo wielu
innych Izraelczyków ma podobne historie, rodzica lub dziadków, którzy uciekali
przed każdą wyobrażalną przemocą i przybywali do Izraela, żeby zacząć nowe
życie w naszej pradawnej ojczyźnie. Razem zamieniliśmy pobity naród żydowski,
pozostawiony na śmierć, na prężny i kwitnący naród, który broni się z odwagą
nowoczesnych Machabeuszy i rozwija bezgraniczne możliwości dla przyszłości.

W naszych
czasach zrealizowały się biblijne proroctwa. Tak jak powiedział prorok Amos (9
: 14-15):

Odbudują
spustoszone miasta i osiedlą się w nich. Nasadzą winnice i będą pić ich wino,
założą ogrody i będą jeść ich owoce, zaszczepię ich na ich ziemi; i nikt ich
już nie wyrwie z ich ziemi

Premier
powtórzył te same słowa po hebrajsku

ושבתי את שבות עמי ישראל ובנו ערים נשמות וישבו ונטעו כרמים ושתו את יינם ועשו גנות ואכלו את פריהם

ונטעתים על אדמתם ולא ינתשו עוד

Panie i panowie, Naród Izraela
wrócił do domu i nikt nas stąd nie wyrwie!

/zrodlo: izrael.org.il/