Gmina Wyznaniowa Żydowska w Poznaniu

Kehilat Poznań קהילת פוזנן

POZNAŃ, UL. STAWNA 10 י״ב בחשוון תשפ״ז 23 października 2026

Nazistowski „Chronos” i…

– najbardziej tajemniczy projekt w dziejach ludzkości:

Na temat futurystycznego uzbrojenia, tajnych baz,
fortyfikacji i spektakularnych planów związanych ze sposobem, w jaki Hitler i
III Rzesza mieli ostatecznie zawładnąć światem krążą legendy. Niektóre z nich
wywołują uśmiech na twarzach historyków. Ale nie brakuje też źródeł oraz
poważnych publikacji historycznych poświęconych nazistowskiej myśli inżynieryjnej,

  która stopniowo przekształcana
była w konkretne projekty. Niektóre z ówczesnych konceptów, nawet z perspektywy
XXI w. mogą budzić niedowierzanie – tym bardziej, że wiele z nich doczekało się
nawet prototypów.

Już po zakończeniu II wojny światowej agencje wywiadowcze
wielu państw próbowały dotrzeć do nazistowskich projektów, które w wielu
przypadkach oparte były na pochodzących nawet z czasów starożytności wizjach, a
których autorstwo przypisywane jest czasami przedstawicielom obcych
cywilizacji. Wśród projektów nad którymi pracowali nazistowscy naukowcy
znajdują się m.in. napędy antygrawitacyjne, statki kosmiczne umożliwiające
podróże na Księżyc, podziemne bazy i stacje kosmiczne.

Kierunek: Nowa Szwabia

Aurą największej tajemnicy owiany był nazistowski program o
nazwie „Chronos”. W jego ramach rozpoczęto konstruowanie pojazdów,
które miały dać nazistom przewagę nad siłami koalicji antyhitlerowskiej.

Oczkiem w głowie nazistowskich inżynierów stały się pojazdy o napędzie
antygrawitacyjnym, a zaawansowane prace nad nieznaną dotąd światu technologią
miały trwać także pośród nieprzyjaznych lądów Antarktydy – wedle niektórych
teorii miała tam także powstać baza dla ultranowoczesnych pojazdów będących
owocem pracy nazistowskich techników. Jeszcze przed wybuchem II wojny
światowej, pod patronatem samego Hermanna Goeringa, w kierunku Antarktydy
wyruszyła ekspedycja naukowa. Członkowie załogi okrętu „Schwabenland”
znaleźli się u wybrzeży Antarktydy w styczniu 1939 r.

Ląd do którego zawinęli członkowie ekspedycji badawczej
znany był jako Ziemia Królowej Maud, a prawa do niego do dziś uzurpuje sobie
Norwegia. Wkrótce po dotarciu nazistów do tego obszaru i zaznaczeniu swojej
obecności poprzez ustawienie licznych flag i znaków podkreślających
przynależność tych terenów do III Rzeszy, nazwa terytorium została zmieniona z
Ziemi Królowej Maud na Nową Szwabię.

To właśnie ten teren jest do dziś przedmiotem badań historyków oraz poszukiwań
zapaleńców. Panujące tam warunki, ze względu na niedostępność, wydawały się
idealne do rozwijania wizji nazistowskich planistów. Wielu komentatorów uważa,
że pojawiające się wówczas informacje, jakoby głównym celem III Rzeszy było
jedynie poszerzanie wiedzy na temat rozległych obszarów rozciągających się
wokół bieguna południowego, stanowiły jedynie przykrywkę dla prawdziwych
zamiarów ludzi Hitlera.

Technologia, która wpłynąć miała na losy świata

W ramach projektu „Chronos”, który miał być
rozwijany przez nazistowskich specjalistów w różnych zakątkach świata (w tym w
Górach Sowich), powstała cała flota niezwykłych pojazdów, które przez lata
wzbudzały trwogę wśród żołnierzy sił alianckich. Budowa i zachowanie większości
tych obiektów do złudzenia przypomina pojawiające się regularnie opisy
Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, które zwykle utożsamiane są z
pojazdami należącymi rzekomo do przedstawicieli obcych cywilizacji.

Trudno się zresztą temu dziwić. Wszystkie machiny, które „powołano do
życia” zgodnie z ówczesnymi zamierzeniami, o „lata świetlne”
wyprzedzały eksploatowane wówczas powszechnie systemy militarne. Innowacyjność
konstrukcji powstałych zgodnie z założeniami projektu „Chronos”
polegała na tym, że miały wykorzystywać one napędy antygrawitacyjne. Pierwszy z
nich – Vril 1 powstał jeszcze w latach 20-tych ubiegłego wieku, a kolejna
dekada przyniosła pierwszy eksperymentalny lot (podczas próby wykorzystano
pojazd znany jako Vril 2 lub RFZ 2, którego średnica sięgała 20 metrów).

Prawdziwą rewelacją były jednak statki z serii Haunebu,
które miały wejść nawet do seryjnej produkcji. Wśród tych pojazdów znajdował
się m.in. wehikuł znany pod nazwą Haunebu III, którego możliwości także dziś
muszą budzić respekt. Wg dokumentów projektowych, ów wojskowy statek latający
mógł zabrać na swój pokład 32 osoby i poruszać się z prędkością sięgającą 12
tysięcy kilometrów na godzinę.

Istnieją źródła, które sugerują, że Haunebu III wykonał aż 19 lotów. Ale tym
pojazdem, który trafić miał do produkcji seryjnej był Haunebu II – 30-metrowy
wehikuł wyposażony w cztery napędy elektrograwitacyjne, który mógł się poruszać
z prędkością nawet 6 tysięcy kilometrów na godzinę.

Znamienny jest fakt, że wszystkie te pojazdy nie tylko miały
wygląd latających spodków łączonych dziś ze zjawiskiem UFO o charakterze
pozaziemskim, ale w trakcie lotu emitowały też typowe sygnały świetlne. Nie
brakuje sugestii, że widywane regularnie podczas II wojny światowej
Niezidentyfikowane Obiekty Latające, które miały postać świetlistej kuli,
stanowiły w istocie owoc pracy nazistowskich inżynierów. Efekt ukazujących się
z uderzającą regularnością świetlistych obiektów, które wówczas rejestrowano na
całym świecie, z czasem zaczęto określać mianem „Foo Fighters”.

We wrześniu 1941 r. z pokładu polskiego statku pasażerskiego SS
„Pułaski” zauważono świetliste obiekty przemieszczające się w trudnej
do określenia odległości. Z relacji świadków wynikało, że emitowały one zielone
światło, a ich rozmiar stanowił połowę wielkości widocznej wówczas ze statku
tarczy Księżyca.

W maju 1943 r. piloci samolotu bombowego Królewskich Sił
Lotniczych dostrzegli rozwijający olbrzymią prędkość obiekt, który miał kształt
walca z wieloma wypustkami w środku. Zdaniem lotników przemieszczał się on z
prędkością nawet kilku tysięcy kilometrów na godzinę. W sierpniu 1944 r.
brytyjscy piloci po raz kolejny byli świadkami zjawiska. Zbiór widzianych przez
nich kul znalazł się tuż przed eskadrą samolotów.

Według pilotów, tym razem obiekty promieniowały niebieskim światłem i co chwilę
wykonywały manewry przypominające momentami szyk przygotowujących się do ataku
samolotów. Kolejne informacje na temat „Foo Fighters” były słyszalne
w trakcie całej wojny. Co ciekawe, z czasem kule stawały się coraz uciążliwsze.
Ich aktywność potwierdzali regularnie piloci reprezentujący różne narodowości.
Można je było dostrzec m.in. w trakcie największych bitew powietrznych.

Tajemnica „Die Glocke”

Deliberując na temat programu „Chronos” nie można
zapomnieć też o najbardziej tajemniczym urządzeniu skonstruowanym przez
nazistów. Chodzi o „Die Glocke” – maszynę na temat której powstały
już dziesiątki teorii. „Die Glocke” (z języka niemieckiego
„Dzwon”) był obiektem, nad którym pracowali wyznaczeni przez Hitlera
uczeni. Miał on kształt dzwonu i zawierał dwa pojemniki wypełnione substancją
nazwaną Xerum 525, która przypominała rtęć. „Dzwon” miał ponad 2,7 m
szerokości i wysokość sięgającą 4,5 metra. Według specjalistów, którzy
zgłębiali tajemnicę dzieła nazistowskich badaczy, podczas realizacji projektu,
w wyniku promieniowania emitowanego przez urządzenie, śmierć poniosło kilku
naukowców.

Na trop „Die Glocke” wpadł polski dziennikarz Igor Witkowski.
Publicysta, który w wielu artykułach i książkach porusza zagadnienia związane z
II wojną światową, dotarł do tajemniczych archiwów, w których pojawiły się
wzmianki o tajemniczym projekcie. Informacje na temat „Die Glocke”,
które udało mu się zebrać zamieścił w książce pt.: „Prawda o
Wunderwaffe”. Witkowski sprawił, że wkrótce zagadnieniem tym zaczęli się
też interesować zagraniczni badacze, a temat nazistowskiego „Dzwonu”
został spopularyzowany w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Sam
Witkowski pojawił się też w programach realizowanych przez brytyjski Channel 4
i kanał Discovery.

Nad czym tak naprawdę pracowali nazistowscy inżynierowie i
do czego miała służyć przygotowywana przez nich machina? To pytanie wywołuje
wiele spekulacji, ale najczęściej powtarzana teoria, upowszechniana często
przez organizacje badające zjawiska nadprzyrodzone, zakłada że
„Dzwon” miał być prototypem maszyny służącej do… podróży w czasie.
Sam Witkowski uważa, że obiekt przypominający ceramiczną pokrywę, w której
znajdowały się pojemniki wypełnione wspomnianym Xerum 525, miał stanowić
rozwiązanie służące do zapanowania nad siłą grawitacji.

O tym, że informacje na temat programu „Chronos”, w ramach którego
rozwijano urządzenia antygrawitacyjne nie są tylko mrzonką, mogą świadczyć
informacje na temat gigantycznych transportów rtęci, jakie nazistowskie okręty
podwodne przewoziły w trackie II wojny światowej. Ten ciekły metal
wykorzystywano jako paliwo do napędów antygrawitacyjnych. W 1944 udało się
zatopić U-Boota, na którego pokładzie odnaleziono 33 tony rtęci. Wg
istniejących raportów pierwiastek transportowany był z Niemiec na…
Antarktydę.

Na tropie tajnych baz

To właśnie do znajdującej się rzekomo na Antarktydzie tajnej
bazy trafić miały także elementy „Die Glocke” oraz licznych
wehikułów, które udało się stworzyć nazistowskim inżynierom przed wojną oraz w
jej trakcie. Tuż po przegraniu przez Niemców wojny, Antarktyda miała się stać
również miejscem działań zbrojnych prowadzonych przez Amerykanów. Pod
płaszczykiem badań naukowych, w rejon Nowej Szwabii zostały wysłane
lotniskowce, okręty podwodne, samoloty oraz tysiące żołnierzy. Działania
prowadzone przez Amerykanów w strefie polarnej do dziś owiane są jednak aurą
tajemnicy, a jeden z dowódców tamtej akcji został umieszczony w szpitalu
psychiatrycznym.

Jak to się stało, że niemieccy inżynierowie na początku ubiegłego
wieku pracowali już nad rozwiązaniami, które nawet teraz wydają się być ideami
wyjętymi ze stronnic książek, które wyszły spod piór pisarzy science-fiction?
Teorie próbujące wyjaśnić innowacyjność i futurystyczny charakter tworzonego
przez nazistów rynsztunku mogą się wydawać irracjonalne, ale wiele źródeł
wskazuje na to, że mają swoje korzenie w starożytnych pismach odkrytych w
siedzibach prastarych cywilizacji. Ba! Ich autorstwo często przypisuje się
inteligentnym umysłom pochodzenia pozaziemskiego. W tym kontekście przywoływane
są często relacje z wypraw niemieckich ekspedycji, które na żądanie Hitlera
przeczesywały najbardziej niedostępne zakątki Ziemi, aby odnaleźć legendarne
woluminy mające skrywać sekretną wiedzę z zakresu różnych dziedzin nauki. Do
miejsc szczególnie chętnie eksplorowanych przez nazistów należały Tybet i
Bliski Wschód. Niemieccy uczeni zgłębiali także tajemnice znanych już wtedy
pism – w centrum ich zainteresowania znajdowała się napisana w sanskrycie
„Vimaanika Shastra”, w której znajdować się miały tajemnicze opisy
będące prawdopodobnie instrukcjami budowy statków pozaziemskich.

Wszystkie te informacje wydają się jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej. W
archiwach, które należały kiedyś do nazistów znajduje się jeszcze wiele
dokumentów, które do dnia dzisiejszego nie zostały odtajnione.

/żródło: www.niewiarygodne.pl/