
O TYM WIE NIEWIELU. A SZKODA.Prawo żydowskie (kategoria: genewat daat – „kradzież umysłu”) zabrania zaproszenia kogoś na jakąkolwiek uroczystość (rocznica, jakaś okazja rodzinna, święto czy nawet po prostu wspólny obiad), jeżeli wie się, że osoba zapraszana nie będzie mogła przyjąć zaproszenia,
bo albo ma jakieś inne zajęcia w tym czasie, których nie może odwołać,
albo nie będzie po prostu obecna w tym terminie, bo wyjeżdża.
bo albo ma jakieś inne zajęcia w tym czasie, których nie może odwołać, albo nie będzie po prostu obecna w tym terminie, bo wyjeżdża. Nie wolno nawet zataić przed gościem faktu, że gdy z okazji jego wizyty otwiera się całą nową beczkę wina, ta rozrzutność jest tylko pozorem, bo mamy umowę zawartą wcześniej z właścicielem sklepu, który kupi od nas pozostałe wino, więc nie istnieje obawa, że nadmiar ulegnie zepsuciu (Chulin 94a).
Uzasadnienie: ten zapraszany (lub ten częstowany winem) uważałby nasze postępowanie za szczere i cenił naszą życzliwość wobec niego. Może nawet chciałby za jakiś czas odwdzięczyć się nam tym samym. A przecież byłby w ten sposób wprowadzany przez nas w błąd, bo skoro wiemy, że i tak nie skorzysta z zaproszenia (i nie wypije beczki wina) – zaproszenie (i poczęstunek) zawierają w sobie fałsz.
Ale to nie wszystko! Na tym sprawa się nie kończy i w następnym etapie analizy tej sytuacji od strony etycznej widać, jak wnikliwie jest ona rozpatrywana. Rozważa się bowiem sytuację, w której niezaproszenie znajomego wyrządziłoby mu przykrość, a sformułowanie: „zaprosiłbym cię, ale wiem, że i tak nie będziesz mógł przyjść” – byłoby przyjęte przez niego jako wyraz naszej niechęci do jego obecności na imprezie. Wtedy, stwierdza halacha, dozwolone jest zaproszenie go, mimo iż wie się, że nie przyjdzie (Szulchan Aruch, Choszen Miszpat 228, 6).
Paweł Jędrzejewski
/the 614 commandment society/