
Rozwarte bramy starych, aż wielowiecznych kamienic, ukazywały –
zapraszały w swe głębie późnojesienną wielobarwnością kwiecia udekorowanych
ogrodów i ogródków: tych trattorii, kawiarni, kawiarenek, herbaciarni, piwiarni
– stłoczonych ciasno jedna obok drugiej – aż dziw, że ich tu tyle, na
jednej uliczce! I te nazwy – któż to? Któż? Chyba jakiś poeta je obmyślał –
wymyślił…
Cafe Ławka? Girasole –
trattoria, pijalnia Liberum Veto?! Szpilka!!! Cafe Bordo, Czekolada Cafe???
Chimera…; Ko – Moda, Fajansownia, Stary Młynek, Vinoteka, Bohema!!!… ufff…
parę dni by trzeba, by wszystkie odwiedzić
owe pizze, pasty in salata, polewki pojeść, czekoladę, herbatę,
kawę, vino rosso, bianco wypić, doczesnością się nacieszyć.
Na końcu tej uliczki staromiejskiej w Poznaniu – jej wizytówka: Żydowska
– w XIII wieku podczas wytyczania lewobrzeżnego Poznania powstała, od XV wieku
ulicą Sukienniczą albo Żydowską zwana, bo w tym rejonie Starego Miasta się
znajdowała dzielnica zamieszkała przez ludność żydowską.
Taką to urokliwą uliczką, w późne poobiedzie, kroczyła – jak
zwykle niestrudzenie – Pani Egucka ale przed żadną z tych trattorii się nie
zatrzymała.
Zaraz za rogiem inne klimaty ją osaczyły – były, bo tam gmach
ogromny, dźwigający na sobie jakieś ponurości minionego czasu, bo tam czerwień
solidnej ubiegłowiecznej cegły, takiej mocno przykurzonej – przybrudzonej… pruskie
czasy pamiętającej…
Tak, do tego to gmachu, napotkana onegdaj w przedziale kolejowym Alicja
Kobus vel Brucha Brommberger (to po babce), Panią Egucką zapraszała:
wiosną kiedy to Pani Egucka opisu Siódmego Nieba do swej nowej książki
poszukiwała, bo ono tylko w religii żydowskiej… i teraz, późną jesienią, by ta Pani
Egucka – zawsze Świata ciekawa, się wraz z członkami Gminy Żydowskiej w światło
Chanuki zanurzyła – radością tego święta
otoczyła, bo przecież Święto Świateł to… a Bóg Światłością Jest, toteż i tu, na
ziemi, oby Światło nam świeciło, rzeczywistość którą każdego dnia dotykamy –
przeniknęło, by wszystko Miłością się stało – było, bo Bóg Miłością Jest.
Zanurzyła się była już od progu tego dostojnego gmachu;
świątecznym blaskiem lśniły wszystkie posadzki, płonęły kinkiety, ample,
kandelabry… rozwarte podwoje sal w amfiladze… świąteczna atmosfera
bielutkiego obrusa, z którego adamaszkowych atłasowości połyskiwały –
rozbłyskiwały na przemian a to kielichy, a to menory, jakby sam Mojżesz rzucił
tu złoto w ogień, a menora sama swój kształt przybrała za sprawą cudu, kiedy to
Izraelici przez pustynię wędrowali. Na pamiątkę tego wydarzenia siedmioramienna
złota menora wiecznym swym światłem żydowskie świątynie oświecała, jako symbol
boskiej mądrości – Tora to Światłość Boga! – przypomniała sobie teraz swoje
odczytywanie ksiąg – hm… oczytanie – Pani Egucka.
Dziś jednak – w to Święto Światła – nie Menora, ale Chanuka –
ośmioramienny świecznik miał zapłonąć, toteż stał – uroczyście wystawiony na
specjalnym stoliku, bo to przez osiem dni społeczność żydowska na całym świecie
święto Chanuka obchodzić miała, a rozpoczynało je zapalenie pierwszej świeczki,
tzw. Szames (na świeczniku dziewiątej); zgodnie ze zwyczajem zapalić ją miano –
zapalono, w Gminie Żydowskiej w Poznaniu, toteż sale wypełnione były po
brzegi, a przy świątecznym stole zasiedli pospołu członkowie Gminy, ale też
członkowie i przyjaciele z gmin innych wyznań, w tym uhonorowani medalami
„Sprawiedliwi wśród narodów świata” Polacy – ludzie wielkiej odwagi, jak
również wyznawcy protestanckiego kościoła chrześcijańskiego wraz ze swym
pastorem Mariuszem Sanderem – Wieczernik Effata.
Żydowski rok jest rokiem księżycowo – słonecznym, święta są
zmienne w kalendarzu gregoriańskim (12 miesięcy księżycowych to czas krótszy o
11 dni od roku w kalendarzu słonecznym), toteż Chanukę obchodzi się 25 w
miesiącu kislew; jest to święto o malowniczej liturgii, ale także ściśle
się wiąże – jak każde żydowskie święto – z
jedzeniem, bo Chanuka jest szczególnie radosnym świętem, toteż na stole
nie może zbraknąć – i w Gminie poznańskiej nie zabrakło – potraw
smażonych na oleju: placków ziemniaczanych (najlepsze były z rodzynkami) i
pączków też.
Postępuje się tak dla upamiętnienia Cudu, kiedy to w Świątyni
Jerozolimskiej lampka oliwna, w której to było tylko tyle oliwy, ile
wystarczało na zaledwie jeden dzień, paliła się aż osiem dni.
Potrawy się smaży na oleju dla upamiętnienia właśnie tej oliwy,
która przez te osiem dni płonęła, po ponownym poświęceniu zbeszczeszczonej
przez wroga świątyni – żydowska nazwa tych placków to latkes.
Tym wrogiem który zbeszcześcił świątynię, byli panujący w Palestynie
Seleucydzi, ale w 165 r. p.n.e. zwyciężyli ich Machabeusze,
którzy to – właśnie oni – ponownie wyświęcili ołtarz świątynny i chcąc zapalić
świecznik, znaleźli tylko jeden mały pojemniczek rytualnej czystej oliwy, ale
cudownym sposobem oliwa płonęła przez dni osiem, co umożliwiało przygotowanie
nowej czystej oliwy.
To właśnie na pamiątkę tego cudu, w każdym domostwie się zapala na
ośmioramiennej Chanuce coraz to więcej światełek, a towarzyszy temu odśpiewanie
pieśni Maoz Cur (Twierdza Ze Skały). Teraz płonęły one – ustawione na
parapetach okiennych Gminy – zapalane przez przybyłych gości.
Ta historia o cudownej oliwie kazała nam, obecnym w czas zapalania
przez rabina i jednego ze Sprawiedliwych, pierwszej chanukowej świecy,
zrozumieć to, o czym pisze Alan Unterman, „że wszystkiemu co czyste, choćby
było bardzo niewielkie, Bóg przydaje mocy Rozświetlania dalece przekraczającej
jego naturalne możliwości”.
O tym wszystkim nam przypominała Alicja Kobus – przewodnicząca
Gminy Żydowskiej w Poznaniu, dokonując otwarcia Święta Świateł, bo potem (po
tym) zaraz to Rozpalanie, połączone ze śpiewem modlitewnym rabina – Chanuki się
odbyło…
Chag Chanuka Sameach! Wesołej Chanuki!
wszyscy pospołu zawołali.
Radosnym gwarem, śpiewem, światłem uśmiechów przesyłanych sobie
nawzajem ponad stołem – świętowano; bo twarz ludzka, jak mawiał w jednej
audycji telewizyjnej pewien franciszkanin, to też menora – przypomniała sobie Pani
Egucka – siedem w niej otworów – dwoje oczu, nozdrza, uszy i usta – usta, których
uśmiech jest światłem tej cudownej menory – ludzkiej twarzy.
Pani Egucka właśnie to zrozumiała, kiedy na te uśmieszone (tak do
niej kiedyś pewien mały chłopiec powiedział, kiedy w czymś mu tam pomogła: –
Żeby pani zawsze uśmieszona była… – dzieci to mają intuicję), przy tym święcie Chanuki
twarze tych zgromadzonych przy wspólnym stole spojrzała. Żeby odegnać mroki nocy
próbujące nas pogrążyć w ciemnościach, trzeba nam stale rozpalać tę naszą menorę
światłem uśmiechu… a dziś właśnie Chanukę.
Jakież to piękne widzieć tyle rozświetlonych twarzy… wszyscy dla
siebie mili, uprzejmi… nawet panie, nie licząc dziś kalorii, zajadały pączki od
najlepszego piekarza z Murowanej Gośliny podpoznańskiej…
Dzieci – których było pełno – zabawiały się czworobocznymi,
różnokolorowymi bączkami, w języku jidysz zwanymi drejdł, którymi to obdarowywała
je Pani Alicja KOBUS, a rodzice dawali im w prezencie chanuka gelt.
Stało się tak jasno od tych lampek chanukowych, że Pani Egucka musiała
przyznać rację mistykom, którzy głosili, że chanukowymi lampkami promieniowała
poświata mesjańska…
Happy Chanuka – odczytała Pani Egucka napis na otrzymanej w
prezencje lampce chanukowej przystrojonej różnobarwnymi świeczkami… przez osiem
dni będą one płonęły w jej domu, jako przypomnienie radosnych chwil,
spędzonych u Starszych Braci W Wierze.
Happy Chanuka… radosne Święto Świateł… bo tylko w blasku światła,
jak w jakiejś zbroi, przed złem tego świata ocalić nam nasze człowieczeństwo
trzeba – potrzeba.
Chag Chanuka Sameach!!! – ze wszystkich piersi się wyrwało…..









