Gmina Wyznaniowa Żydowska w Poznaniu

Kehilat Poznań קהילת פוזנן

POZNAŃ, UL. STAWNA 10 י״ג בחשוון תשפ״ז 24 października 2026

Żegnamy Marka Zaradniaka

Odszedł Marek Zaradniak, nasz wieloletni przyjaciel,

był częstym gościem w naszej Gminie,

siadał z nami do stołu szabatowego,

był świadkiem wielu ważnych wydarzeń gminnych,


był dziennikarzem którego wszyscy szanowaliśmy i ceniliśmy.



Spoczywaj w Pokoju Przyjacielu.

 RODZINIE ZMARŁEGO WYRAZY GŁĘBOKIEGO WSPÓŁCZUCIA



SKŁADA GMINA ŻYDOWSKA W POZNANIU.

[*] Marek Zaradniak był naszym Stevem Buscemi – mistrzem
epizodu. Wypełniał każdą lukę na stronie, zajmował na koncertach miejsce
dla prasy, z którego nikt nie skorzystał,
bywał na każdej konferencji, na którą innym nie chciało się wybrać. Był
ostatnią nadzieją zarówno dla redaktorów, jak i artystów i
organizatorów – nigdy nie odmawiał wzięcia na siebie dodatkowej pracy.

Nigdy też nie narzekał na jej ilość. Ładnych kilkanaście lat temu, jako
smarkaty szef Marka, poprosiłem go, żeby w końcu wziął urlop, bo ma
niewykorzystane jakieś obłędne 180 czy 190 dni. Po długich namowach
zgodził się, wypisał kartkę, pożegnał. Na drugi dzień pierwszą osobą,
którą spotkałem na Grunwaldzkiej 19 był oczywiście Marek. „Przecież
miałeś być na urlopie?”. „No tak, oczywiście, to ja sobie dziś wyjdę o
14” – odrzekł urlopowany Marek.

Legendarna była jego książka
telefoniczna, zrazu w notesie, potem w komórce. Miał numery do
wszystkich świętych, niektórzy przysięgają, że gdy poproszono go o
kontakt do pewnego pana Janowskiego, Marek pracowicie przeglądając
kontakty mamrotał: „Jan Borysewicz, Jan Englert, Jan Paweł II, o jest
Janowski”.

Najważniejsze było jednak, że gdy dzwonił do tych
wszystkich świętych, można było być pewnym, że odbiorą i wywiad ukaże
się w terminie, a wśród konwencjonalnych pytań zawsze znajdzie się
jedno, które zaskoczy zarówno adresata, jak i czytelników. Jeszcze za
czasów pracy w „Gazecie Poznańskiej” Marek wybrał się na konferencję
artysty raggamuffin Shaggy’ego, który miał zagrać koncert w Arenie. Pod
chmurę dreadów autora „Boombastic” pofrunęło od Marka śmiertelne poważne
pytanie „Kim dla ciebie jest Bob Marley?”, po czym cała sala spadła pod
stoły ze śmiechu. A potem Shaggy udał się na próbę dźwięku, podczas
której spadła na niego konstrukcja sceny – newsa miał tylko Marek, bo
reszta dziennikarzy szybko leciała gdzieś indziej, a jemu intuicja
podpowiadała, by jeszcze chwilę zostać. Takich anegdot jest mnóstwo.

Nie mam wątpliwości, że w niebie Marek szybko okaże się niezastąpiony.
Wszak ma numery do wszystkich świętych (z JPII na czele), no i gdy ktoś
tu na dole naprawdę pięknie zaśpiewa na chwałę Pana, on to doceni i
odnotuje.

Żegnaj Marku.

Fot. Łukasz Gdak/Głos Wielkopolski

Wspomnienie od redakcji: https://gloswielkopolski.pl/nie-zyje-marek-zarad…/…/44831735