Gmina Wyznaniowa Żydowska w Poznaniu

Kehilat Poznań קהילת פוזנן

POZNAŃ, UL. STAWNA 10 י״ג בחשוון תשפ״ז 24 października 2026

Czy aby istniejemy we wszechświecie ???

MY WE WSZECHŚWIECIE: NAJWAŻNIEJSI, CZY NIE MA NAS WCALE?

Oderwijmy się na moment od bieżących spraw. Zadajmy sobie kilka pytań bardziej ogólnych.

Jak wiemy, kiedyś
ludzie wierzyli, że Ziemia stanowi centrum wszechświata, a dokoła niej
krąży Słońce. Rewolucja kopernikańska obaliła ten pogląd: Ziemia okazała
się być zaledwie jedną z wielu planet krążących wokół Słońca.

Ta rewolucja w astronomii miała swoje
konsekwencje nie tylko w nauce, ale także w postrzeganiu człowieka
przez samego siebie. Obaliła bardzo skutecznie nasz naiwny
antropocentryzm. Naiwny, bo oparty na geocentryzmie – przeświadczeniu,
że Ziemia jest środkiem. Przewrót ten wywołał głębokie skutki religijne,
filozoficzne i polityczne, składające się na zmiany kulturowe, które
przeobraziły nasz świat.

Podobnie jak ogromne konsekwencje
pozanaukowe miała wieki później teoria względności Alberta Einsteina.
Zmieniła ona nie tylko myślenie fizyków, ale także poglądy na odległe od
fizyki obszary (np. etykę), gdzie stała się – przez analogię – siłą
napędową całkiem innych relatywizmów („wszystko jest względne, także
moralność”).

Innym przykładem może być XIX-wieczna teoria
ewolucji Karola Darwina, której niektóre tezy oddziałały zabójczo na XX
wiek, gdy zostały wprowadzone do polityki pod postacią swojej
populistycznej trywializacji, czyli tzw. darwinizmu społecznego
(socjodarwinizm), do którego odwoływał się np. nazizm.

Wielkie
odkrycia naukowe miały zawsze ogromne, pozanaukowe i nieprzewidywalne
konsekwencje. Zmieniały radykalnie nasz sposób myślenia.

Wracając
do odkrycia Kopernika: później okazało się – jak wszyscy doskonale
wiemy – że takich słońc jak nasze jest wiele, bardzo wiele w galaktyce.
Następnie człowiek przekonał się, że tych galaktyk istnieje
niewyobrażalnie wielka liczba: są ich miliardy.

Jak zareagujemy więc teraz _poza nauką_ na kolejne, najnowsze odkrycia naukowe? Co nas zaskoczy?

Bowiem ostatnie ustalenia nauki (dokonane w minionym piętnastoleciu)
stawiają nas na progu następnej rewolucji w poglądzie na wszechświat.

Okazuje się bowiem, że najprawdopodobniej zaledwie około 4%
wszechświata składa się z materii i energii takiej, z jakiej jesteśmy
stworzeni my – ludzie, a także zwierzęta, Ziemia, inne planety, Słońce,
inne Słońca (gwiazdy) i galaktyki. Natomiast zdecydowana większość,
niewyobrażalny ogrom, bo aż około 96% wszechświata jest czymś, czego nie
jesteśmy w stanie rozpoznać, zdefiniować, ani zbadać. Jest to tak zwana
ciemna energia (dark energy – która ma wpływ na rozszerzanie się
wszechświata) i ciemna materia (dark matter – niedostępna przez
teleskopy, niewydzielająca i nieodbijająca promieniowania
elektromagnetycznego, ale rozpoznawalna po wywoływanych przez nią
efektach grawitacyjnych).

Ciemna materia stanowi około 85%
ogólnej materii we wszechświecie i około 27% ogólnej zawartości
wszechświata. Ciemna energia – około 70% wszechświata.

Trudno w
to uwierzyć, ale w kosmicznej skali cała materia, z której zbudowane są
nasze ciała, Ziemia, Słońce i wszystkie gwiazdy, jest nieledwie
zanieczyszczeniem. – pisze profesor Paweł F. Góra z Instytutu Fizyki
Uniwersytetu Jagiellońskiego. To bardzo frustrujące, ale fizyka, przy
całej swej potędze i przy wszystkich wspaniałych osiągnięciach, potrafi
cokolwiek powiedzieć o bardzo niewielkiej części całkowitej materii
wszechświata – dodaje profesor Góra.

Tak. Te określenia (ciemna
materia, ciemna energia) są tylko pustymi nazwami, bo nauka nie ma
najmniejszego pojęcia o tym, czym one są – poza tym, że na pewno nie
jest to ani „klasyczna” energia, ani materia.

O tym czymś nie
tylko, że nie wiemy praktycznie nic, to nie istnieją żadne hipotezy na
temat, jak to coś badać. Nie jest wcale wykluczone, że ciemna energia i
ciemna materia nie są nam w ogóle w jakikolwiek sposób dostępne.

Jak w tym wszystkim mieści się człowiek?

Jeżeli miliardy galaktyk stanowią jedynie 0.4% wszechświata, to nasz
cały układ słoneczny znaczy wobec tych 0.4% wszechświata znacznie mniej
niż pojedynczy atom wobec całego układu słonecznego.

Czymże jest człowiek na takiej scenie?

Wobec potęgi poznawalnego i niepoznawalnego Kosmosu znaczy kosmicznie i
niewyobrażalnie mniej niż pojedynczy jednokomórkowiec wobec wszystkich
oceanów Ziemi. Jednak celniejszą metaforą, bliższą prawdy, niż
porównywanie człowieka do jednokomórkowca wobec oceanów, byłoby
stwierdzenie, że z kosmicznego punktu widzenia po prostu nas nie ma! Nie
istniejemy!

Tym bardziej, jeżeli cała materia, z której składa się poznawalny wszechświat, jest „nieledwie zanieczyszczeniem”.

…..

Wiedza ta, wykazująca naszą totalną znikomość, natrafia na poglądy
ludzi, którzy wierzą, że Bóg istnieje oraz ludzi, którzy wierzą, że Boga
nie ma.

Ci pierwsi wierzą, że Bóg stworzył człowieka nadając mu
całkiem wyjątkową wartość, ponieważ jako jedyna istota został on
wykreowany według istoty Boga (na Jego obraz). Dzięki temu dysponuje
wolną wolą oraz szczególnymi zdolnościami duchowymi i intelektualnymi.
Oznacza to także, że cały wszechświat został stworzony _dla_ człowieka
(czytamy w Talmudzie: „Dla mnie został stworzony cały świat”
(Sanhedryn).

Bo dla człowieka uznającego podstawy etycznego
monoteizmu i wierzącego w istnienie Boga, to że nasza gwiazda jest tylko
jednym punktem światła z milionów w bezkresnej galaktyce, a wszystkie
galaktyki stanowią zaledwie 0.4% wszechświata – nie decyduje o wartości
człowieka, ponieważ to nie jego miejsce w Kosmosie, ale istnienie Boga i
Jego szczególny stosunek do człowieka nadaje człowiekowi nieskończoną
wartość.

Ateista z kolei – który wierzy, że Bóg nie istnieje (a
który zarazem jest uczciwy intelektualnie i nie „skażony” żadnym
myśleniem religijnym) – musi pogodzić się z oczywistym faktem, że te
kilkadziesiąt kilogramów H2O, związków węgla i innych pierwiastków,
które składają się na istotę o naukowej nazwie homo sapiens, nie ma w
obliczu potęgi wszechświata (a przecież tylko on istnieje!)
najmniejszego znaczenia. Że człowiek jest jedynie nieco
inteligentniejszym zwierzęciem (genetycznie w 98,77 proc. „jesteśmy
szympansami” – z nieukrywaną satysfakcją przypominają często naukowcy w
mediach) zamieszkującym jakiś zupełnie nieistotny mikropyłek we
wszechświecie – Ziemię, okrążający miniaturową gwiazdę w jednej z wielu
miliardów galaktyk, które wszystkie razem są „nieledwie
zanieczyszczeniem”. Ateizm musi automatycznie przyznać, że człowiek –
wobec nieskończonego Kosmosu – jest nieskończenie nieistotny.

I tu pojawiają się pytania.

Jakie są (a raczej: mogą być) konsekwencje tych dwu różnych postaw?

Czy słuszne są obawy, że jeżeli nic nie znaczymy, a więc życie nie ma
najmniejszego sensu poza sobą samym, to nie ma też sensu ani inny
człowiek, ani dobro, ani jakiekolwiek próby kontrolowania własnych
instynktów i własnego egoizmu?

Jak odpowiedzieć na pytanie, czy
istnieją (a jeżeli tak, to jakie?) następstwa postawy ateistycznej w
obliczu wiedzy, jaką dostarcza współczesna nauka?!

Bo zastanówmy
się nad jeszcze jedną sprawą: czy głoszenie poglądu – wynikającego
logicznie z postawy ateistycznej – że skoro Boga nie ma, to człowiek nie
znaczy nic, nie powoduje, że ludzie zaczynają – nawet głosząc poglądy
humanizmu – postrzegać właśnie w taki sposób innych ludzi: jako NIC?

Ironią bowiem okazuje się to, że świecki humanizm dewaluuje – w gruncie
rzeczy – wartość istoty ludzkiej. Brzmi to paradoksalnie, ale system
wartości odwołujący się do Boga uznaje człowieka za bez porównania
bardziej znaczącego i cennego, niż jakikolwiek system wartości
odwołujący się do humanizmu.

Przyczyna jest tu dość oczywista:
jedynie wtedy, gdy uznamy, że istnieje Bóg, który wykreował człowieka –
człowiek jest wart nieskończenie więcej, niż związki chemiczne, z
których składa się jego ciało.

Judaizm (a za nim chrześcijaństwo)
głoszą, że istoty ludzkie zostały ukształtowane na podobieństwo Boga.
Jeśli odrzucimy to przekonanie, to – konsekwentnie – będziemy musieli
się zgodzić, że – jeżeli chodzi o podobieństwo – to człowiekowi
najbliżej do wody i składników organicznych, czyli zbudowanych na bazie
węgla.

Warto zastanowić się nad podstawowym pytaniem: czy będzie
miało wpływ na ludzi, na postrzeganie przez nich siebie samych i innych,
na ich postępowanie wobec siebie nawzajem, jeżeli ogłosi się im, że
praktycznie nic nie znaczą?

Czy będą miały konsekwencje najnowsze
ustalenia nauki, które przekonują, że wszechświat jest w swojej
absolutnie przeważającej części dla człowieka niepoznawalny?

Rewolucja kopernikańska, teoria względności i teoria ewolucji – zdecydowanie miały!

Czy w dłuższym wymiarze czasowym ta wiedza uczyni ludzi lepszymi,
gorszymi, czy też – w jaskrawym odróżnieniu od odkryć wcześniejszych –
nie będzie miała na nas żadnego istotnego wpływu, bo reprezentuje tak
wysoki poziom abstrakcji, że w rzeczywistości obchodzi tylko niewielkie
grono specjalistów?