Gmina Wyznaniowa Żydowska w Poznaniu

Kehilat Poznań קהילת פוזנן

POZNAŃ, UL. STAWNA 10 י״ב בחשוון תשפ״ז 23 października 2026

Śledztwo po 71 latach

 Białostocki
IPN prowadzi obecnie kilka spraw dotyczących pogromów, za które odpowiedzialni
są Polacy – Agnieszka Domanowska na łamach „Gazety Wyborczej” przedstawia
szczegóły pogromu Żydówek w Bzurach z lipca 1941 r.

W 1941
r. z getta w Szczuczynie (woj. podlaskie, ok. 60 km na północ od Łomży)
przewieziono do Bzur ok. 20 Żydówek, gdzie pracowały w ogrodzie warzywnym w
tamtejszym majątku. Po ukończeniu prac zostały brutalnie zamordowane przez
miejscowych mężczyzn: „kobiety były bite metalowymi, okutymi wcześniej w kuźni
pałkami, kilka z nich na pewno zostało zgwałconych. 

Wszystko działo się nad
jamą, którą wcześniej wykopali sprawcy. Po wszystkim ofiary zostały zasypane
ziemią” – opowiada prokurator Radosław Ignatiew z białostockiego oddziału IPN,
który przez długi czas prowadził śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem. Jak sam
przyznaje, bzurski pogrom jest bardzo podobny do tego z Jedwabnego, chociaż był
zbrodnią na mniejszą skalę i nie został jeszcze szczegółowo zbadany.

To, co
wiemy, pochodzi z powojennych akt sądowych, jednak – jak pisze Agnieszka
Domanowska – „Niewykluczone, że świadkowie zbrodni jeszcze żyją, być może
opowiadali o niej potomkom, może oni pamiętają”. Tym samym pojawiają się
możliwości ponownego zbadania sprawy, być może pociągnięcia sprawców do
odpowiedzialności. Jak mówi cytowany przez Domanowską prokurator Ignatiew:
„Najbardziej zależy nam na tym, by ustalić wszystkich sprawców tamtych
wydarzeń. I zweryfikować, kto za zbrodnię został już osądzony, a kto nie.
Niektórzy bowiem stanęli przed wymiarem sprawiedliwości, a inni nie”.
Jak twierdzi prokurator, pomimo upływu czasu istnieje szansa na ustalenie
nazwisk zamordowanych kobiet, tak jak udało się to podczas śledztwa w
Jedwabnem, kiedy ustalono nazwiska ponad 300 ofiar.

Wstępne
rozpoznania w kwestii bzurskiego pogromu poczyniła już historyk Barbara
Engelking, zajmująca się historią gett na terenie Polski. Jak pisze Domanowska,
Engelking „przekopała akta sądowe tej sprawy, dotarła do zeznań świadków z 1948
r. Jest ich kilkanaście”. Wynika z nich, że w pogromie brało udział
przynajmniej sześciu mężczyzn, jednak tylko jeden, Stanisław Zalewski, został
skazany – „najpierw na więzienie, później na karę śmierci, a potem kara została
zamieniona na więzienie”, tłumaczy Engelking.

Z dokumentów sądowych wynika, że zbrodnia została zaplanowana. Domanowska
cytuje wytłumaczenie Ignatiewa: „Oczywiście, że mieli zamiar je zabić. Dlatego
nie odwieźli kobiet do getta, dlatego wcześniej wykopali dół w lesie, dlatego
poszli do kuźni i okuli te drewniane pałki metalem, by uderzenia były mocne.
Bili je po całym ciele, więc nie ma mowy o przypadku. Nie wiadomo, czy chcieli
je okraść, czy może chodziło o czyny lubieżne. Jednak można przypuszczać, że na
pewno nie zrobiliby tego wobec kobiet narodowości polskiej. W przypadku kobiet
żydowskich byli bezkarni, w tamtym czasie Żydów mordowało się za przynależność
rasową. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że oprawcami byli Polacy”. Ponieważ
bezpośrednio po pogromie w wiosce pojawiła się niemiecka żandarmeria, w
okolicznych wsiach utrwaliło się przekonanie, że za zamordowanie Żydówek
odpowiedzialni byli Niemcy.

Śledztwo w
tej sprawie zostało przeprowadzone w 1950 r. Domanowska cytuje zeznanie
skazanego Stanisława Zalewskiego: „Podjechaliśmy tam na rowerach.
Wcześniej poszliśmy do majątkowej kuźni i okuliśmy pałki na końcu żelazem, aby
lepiej było zabijać. Po godzinie czasu przyjechały z majątku Bzury dwie
furmanki drabiniaste, na jednej furmance jechał Krygiel, a na drugiej
Modzelewski Henryk. Gdy furmanki przyjechały pod dom, wypędziliśmy Żydówki z
piwnicy i kazaliśmy im powsiadać na wóz. Zawieźliśmy je do boczkowskiego lasu,
gdzie był wykopany okop. Tam kazaliśmy wszystkim Żydówkom porozbierać się do
koszul i majtek. Zaczęliśmy prowadzać po jednej nad okop i tam zabijaliśmy
pałkami. Tkacz zabił cztery Żydówki. Jeszcze przed zabiciem pięciu zgwałcili
jedną Żydówkę. Po zgwałceniu Żydówki ja wziąłem pałkę drewnianą od Tkacza i sam
osobiście zabiłem Żydówkę, uderzając ją pałką trzy razy w głowę, i wpadła do
okopu. Z pomordowanych Żydówek otrzymałem pantofle i jedną sukienkę. Trzy dni
później do sołtysa przyjechała niemiecka żandarmeria i na jej polecenie
pokazałem miejsce mordu. Jeden żandarm zapytał mnie, czym my ich zabijali, ja
powiedziałem, że pałkami. Po wypowiedzeniu moim słów zostałem uderzony przez
żandarma niemieckiego gumą i powiedział mi, czemu z powrotem nie
przyprowadziliście ich do getta. Następnie kazali lepiej zasypać… Myśmy
wszyscy należeli do endecji”.

Jak pisze
Domanowska, „Białostocki IPN prowadzi też jeszcze inne sprawy dotyczące pogromu
Żydów w Polsce przez Polaków”, m. in. w Radziłowie, gdzie 7 lipca 1941 r.
spalono w stodole między 100 a 1000 Żydów, oraz w Wąsoszu, gdzie w nocy 5 lipca
1941 r. zginęło stu kilkudziesięciu Żydów. W obu tych przypadkach mordów
dokonali Polacy zainspirowani przez Niemców.

Opracowanie:
Małgorzata Urszula Fortuna

Źródło:
Agnieszka Domanowska, Mord Żydówek w Bzurach. IPN po 71 latach wszczyna
śledztwo, „Gazeta Wyborcza” , 6 marca 2012 r..